niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Zuzi


  Wrócił do samochodu, przetarł zmęczone oczy i zamknął je na moment. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. 
-Nie chcesz, nie musisz mnie odwozić do końca... to kawałek...
-Odwiozę. - przerwał mi i złapał za kierownicę. 
-Naprawdę... 
-Powiedziałem, że odwiozę. 
-Dobrze... - szepnęłam.
  W Forks byliśmy po szóstej. 
-Chcesz odpocząć? - spytałam gdy wynajęłam pokój w hotelu. 
-Nie wiem... 
-No tak, nie znasz mnie. Mogę Cię zgwałcić.
  Zaśmiał się i poszedł ze mną do pokoju. 
  Było tam ciemno. Zapaliłam lampkę. 
-Po co Ci ten czarny plecak? Nie lepiej większą torbę?
-Jestem tylko dziewczyną-dziwakiem. - zaśmiałam się. - Dla mnie tylko ważne są kilka podstawowych rzeczy. 
-Zakupy też są dla Ciebie obce?
-Oczywiście, że nie. Zakupy są ważne. 
-Ojciec mnie zabije... - usiadł na kanapie. 
  Spojrzałam na niego. 
-Przepraszam... 
-Nie,przestań. 
  Zamilkłam i położyłam czarny plecak przy drzwiach wejściowych.
-Chcesz może jeść, pić? Zdrzemnij się zanim odjedziesz... 
-Będziesz tęsknić? - zaśmiał się.
-Nie znam Cię pedofilu. - puściłam mu oczko. - przecież chłopcy i dziewczynki w piwnicy...
-No tak... - westchnął. 
  Poszłam do lodówki i moim oczom ukazał się szampan. 
-Patrz co mam! - podeszłam do niego.
-Masz szesnaście lat...
-Za dwa dni siedemnaście. Opijemy, co? 
  Spojrzałam na niego z uśmiechem i zaczynałam otwierać. 
-Ależ jesteś uparta! - uśmiechnął się.
  Wzięliśmy pierwszy łyk. Było dobre. To nie pierwszy szampan który pije. Dokładnie... trzeci w życiu. 
  
  Scott spał, a ja poszłam zwiedzić okolice. Przeszłam się po ulicy w której mieszkała para, którą miałam zabić. Nie chciałam tego robić.. ale wszystko miałam zaplanowane... moja mama jest w niebezpieczeństwie.... ja... 
-Czego szukasz, panienko? - usłyszałam stary, kobiecy głos. Spojrzałam w bok. 
  Siedziała na ławce starsza pani. Drobna, niska.
-Em... czy zna Pani... małżeństwo Ray? 
-Tak,tak... mieszkają za rogiem.
-Dziękuję pani bardzo. 
-Numer domu to czterdzieści osiem. 
  Spojrzałam na nią z udawanym uśmiechem i poszłam. Przeszłam przez park. Odwróciłam się, ktoś za mną szedł.
-Czego chcesz? - spytałam, a za mną stała blondynka.
-Szukasz małżeństwa Ray'ów?
-Tak. 
  Usiadła na ławce i spojrzała na mnie z uśmiechem. Zbadałam ją wzrokiem..
-Kim jesteś? - spytałam.
-Znam Michała. Kumpel z przeszłości... też wysłał mnie żebym zabiła tą dwójkę. Myśli, że siedzę w więzieniu. - parsknęła. 
  Miała pełno tatuaży, nosiła glany i podarte czarne rurki. Miała na sobie rozciągniętą bluzkę na krótki rękaw i krótkie włosy. 
-Ciebie policja też będzie ścigać. - ciągnęła dalej. - Mnie ścigała. Ale to sztuka ich wykiwać. Popierdoleni debile. 
-Co mam zrobić?
-Zabij ich ze mną. Ja siedziałam bo zabiłam matkę ten dziewczyny. Ty? Wyglądasz na porządną. Nic ci nie udowodnią. Zrobisz to normalnie. Zaprzyjaźnij się z Ray'ową. Potem spal ich. 
-Co? Nie...
-Nic ci nie udowodnią. 
  Przegryzłam wargę i ruszyłam przed siebie. 

  W hotelu siedziałam w łazience. Spojrzałam w lustro trzymając zapałki w ręku. No... to co? Spalić? 
  Sama nie wierzyłam, że to robię... 
Stoczyłam się...
Jak moge to zrobić?
Ale czuje, że ktoś... coś... każe mi to zrobić...
Nie wiem o co chodzi...
Tracę zmysły... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz