-Nie chcesz, nie musisz mnie odwozić do końca... to kawałek...
-Odwiozę. - przerwał mi i złapał za kierownicę.
-Naprawdę...
-Powiedziałem, że odwiozę.
-Dobrze... - szepnęłam.
W Forks byliśmy po szóstej.
-Chcesz odpocząć? - spytałam gdy wynajęłam pokój w hotelu.
-Nie wiem...
-No tak, nie znasz mnie. Mogę Cię zgwałcić.
Zaśmiał się i poszedł ze mną do pokoju.
Było tam ciemno. Zapaliłam lampkę.
-Po co Ci ten czarny plecak? Nie lepiej większą torbę?
-Jestem tylko dziewczyną-dziwakiem. - zaśmiałam się. - Dla mnie tylko ważne są kilka podstawowych rzeczy.
-Zakupy też są dla Ciebie obce?
-Oczywiście, że nie. Zakupy są ważne.
-Ojciec mnie zabije... - usiadł na kanapie.
Spojrzałam na niego.
-Przepraszam...
-Nie,przestań.
Zamilkłam i położyłam czarny plecak przy drzwiach wejściowych.
-Chcesz może jeść, pić? Zdrzemnij się zanim odjedziesz...
-Będziesz tęsknić? - zaśmiał się.
-Nie znam Cię pedofilu. - puściłam mu oczko. - przecież chłopcy i dziewczynki w piwnicy...
-No tak... - westchnął.
Poszłam do lodówki i moim oczom ukazał się szampan.
-Patrz co mam! - podeszłam do niego.
-Masz szesnaście lat...
-Za dwa dni siedemnaście. Opijemy, co?
Spojrzałam na niego z uśmiechem i zaczynałam otwierać.
-Ależ jesteś uparta! - uśmiechnął się.
Wzięliśmy pierwszy łyk. Było dobre. To nie pierwszy szampan który pije. Dokładnie... trzeci w życiu.
Scott spał, a ja poszłam zwiedzić okolice. Przeszłam się po ulicy w której mieszkała para, którą miałam zabić. Nie chciałam tego robić.. ale wszystko miałam zaplanowane... moja mama jest w niebezpieczeństwie.... ja...
-Czego szukasz, panienko? - usłyszałam stary, kobiecy głos. Spojrzałam w bok.
Siedziała na ławce starsza pani. Drobna, niska.
-Em... czy zna Pani... małżeństwo Ray?
-Tak,tak... mieszkają za rogiem.
-Dziękuję pani bardzo.
-Numer domu to czterdzieści osiem.
Spojrzałam na nią z udawanym uśmiechem i poszłam. Przeszłam przez park. Odwróciłam się, ktoś za mną szedł.
-Czego chcesz? - spytałam, a za mną stała blondynka.
-Szukasz małżeństwa Ray'ów?
-Tak.
Usiadła na ławce i spojrzała na mnie z uśmiechem. Zbadałam ją wzrokiem..
-Kim jesteś? - spytałam.
-Znam Michała. Kumpel z przeszłości... też wysłał mnie żebym zabiła tą dwójkę. Myśli, że siedzę w więzieniu. - parsknęła.
Miała pełno tatuaży, nosiła glany i podarte czarne rurki. Miała na sobie rozciągniętą bluzkę na krótki rękaw i krótkie włosy.
-Ciebie policja też będzie ścigać. - ciągnęła dalej. - Mnie ścigała. Ale to sztuka ich wykiwać. Popierdoleni debile.
-Co mam zrobić?
-Zabij ich ze mną. Ja siedziałam bo zabiłam matkę ten dziewczyny. Ty? Wyglądasz na porządną. Nic ci nie udowodnią. Zrobisz to normalnie. Zaprzyjaźnij się z Ray'ową. Potem spal ich.
-Co? Nie...
-Nic ci nie udowodnią.
Przegryzłam wargę i ruszyłam przed siebie.
W hotelu siedziałam w łazience. Spojrzałam w lustro trzymając zapałki w ręku. No... to co? Spalić?
Sama nie wierzyłam, że to robię...
Stoczyłam się...
Jak moge to zrobić?
Ale czuje, że ktoś... coś... każe mi to zrobić...
Nie wiem o co chodzi...
Tracę zmysły...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz