wtorek, 25 sierpnia 2015

Od Zuzi

  Jesteś moja.
  T Y L K O moja. Wiesz o tym. 
  Zuza... nie ignoruj mnie. 
-Zostaw mnie. - szepnęłam. 
  Siedząc sama w pokoju słyszałam głos Christiana. Wiedziałam, że mnie chce, szuka mnie, ale nie może zlokalizować. Dzięki temu, że jest przy mnie Scott... lub po prostu to kwestia czasu zanim on mnie znajdzie. 
  Byłam bezsilna... można powiedzieć, że głupia, jeśli chodzi o te tematy związane z Christianem i tym wszystkim. Wstałam i otworzyłam z impetem drzwi prowadzące na korytarz... które rzecz jasna powinny prowadzić na korytarz. Ale... kiedy je otworzyłam, zobaczyłam jakiś ciemny tunel jakiegoś starego budynku. Ściany były zniszczone i stare. Przerażenie wzięło górę, czułam narastający niepokój, mogłabym krzyknąć, ale jeśli nie mam zwidów to gdyby ktoś był w ciemnościach tego mrocznego i przerażającego korytarza... ten ktoś mógłby przyjść, a idę o zakład, że nie byłby przyjaźnie nastawiony. Nikomu nie ufam, nawet sobie. Bo przecież... mój mózg może tworzyć nieprawdziwe obrazy, tak jak w tym momencie... prawda? 
  Nagle z ciemności wyłoniła się mała blond dziewczynka. Trzymała coś w ręku, patrzyła się na mnie ubrana w piżamę. Miała około siedmiu lat. Bałam się przekroczyć przez próg, więc stałam tak i patrzyłam się na dziewczynkę. 
  Przyjrzałam się bardziej.
-Zabiłaś moich rodziców. 
  Poczułam silny ból w sercu. 
  Nagle za dziewczynką stanął Christian. Złapał małą za ramiona i wbił jej coś w serce. Dziewczynka upadła martwa.
-Masz 48 godzin by Scott zjawił się u mnie. Inaczej... sam się zjawię i znajdę Scotta. 
  Zniknął.
  Ale korytarz nie. 
  Nagle poczułam że ktoś mnie łapie za ramiona. Krzyknęłam. Gdy mrugnęłam obraz się zmienił, nie było żadnego korytarza ani Christiana, żadnej dziewczynki... Był tylko Scott. 
-Dobrze się czujesz? Nie było z Tobą kontaktu...
-Wszystko dobrze. - odeszłam od niego. 
-Przepraszam...
-Nie masz za co przepraszać, Scott. Sama z tego wyjdę, wracaj do domu, nie chcę, żebyś mi pomagał. 
-O co ci chodzi? O ten pocałunek? Przepraszam!!
-Nie o to mi chodzi! 
-To o co?!Nie mogę cię zrozumieć!
-Nie chcę żebyś się w to pakował. Mogę twojego laptopa?
-To Dereka...
-Ma tam Skype?
-Po co ci?
-Chcę rozmawiać z przyjaciółką. 
-Ale...
-Proszę!
  
  Usiadłam sama na balkonie i postawiłam laptopa na stoliku. 
-Co z Tobą?!
-Cassidy... tęsknię...
-Gdzie jesteś? Byłaś w więzieniu... czemu nic mi nie mówiłaś?!
-Wypuścili mnie... błędne oskarżenia i tyle. 
-Płaczesz? 
-Bo wiesz... kojarzysz Scotta? - mówiłam ciszej. 
  Scott i tak siedział na dole. Dał mi trochę prywatności... 
-Ternera znają wszyscy. Zawsze go zauważałaś w sąsiedztwie, mówiłaś mi, że ci się...
-Cass!
-Przepraszam... Co z nim?
  Powstrzymywałam łzy.
-Zawsze chciałam do niego zagadać... wiesz... ale słyszałam, że się nie interesuje dziewczynami... jak wracałam do domu ze szkoły... nie mówiłam ci tego... nikomu nie mówiłam... boże...
-Co się dzieje? 
-Stało się już trzy miesiące temu... Bo wiesz... Michael... on... on mnie zgwałcił... od początku chciał ze mną być ale go odrzuciłam... potem zaczął się na mnie wyżywać, płaciłam za ''swój błąd''... teraz mnie zostawił w spokoju... ale wkopał w większe gówno... 
  -Co ty mówisz?! Czemu nie zgłosiłaś tego na policje?!
-Nie,nie... nie mogę... zaufaj mi.To było dawno. Poza tym zawsze był dziwny... zawsze... ech... Michael jest typem faceta, że jak coś chce to to dostaje...
-Boże... Zuzia...
-Muszę kończyć... 
-Nie doszłaś do sedna...
-Znajdź w tym sedno, na pewno wiesz o co mi chodzi. Czemu nawiązałam temat do Scotta.
-Był tam?!
-Nie, skąd...! Chodzi o mnie. 
  Zamknęłam laptopa i zniosłam go na dół kładąc tam gdzie był. 
  Na dole był mały bałagan, zaczęłam sprzątać. Przebrałam się wcześniej i otarłam łzy. Starałam się być normalna, ale zaczęłam widzieć przed oczami Michaela, jak mnie napadł z kolegami... potem...
-Wszystko w porządku? - spytał Scott po raz setny dzisiaj. 
  Chociaż ktoś się o mnie martwił. Szkoda, że to był właśnie Scott... nie potrzebnie mi pomaga. 
-Ale że co? Wszystko dobrze. - uśmiechnęłam się na siłę.
-Nie wydaje mi się... z kim rozmawiałaś?
-Mówiłam, z Cassidy. 
-Przepraszam za pocałunek...
-Scott - walnęłam książki na stół robiąc duży hałas - gdyby mi to naprawdę wadziło i przeszkadzało, nie chciałabym z tobą tu siedzieć i pewnie bym cię unikała. A tego nie robię. 
-Czyli... 
-Podobało mi się, tak.
-Nie to chciałem powiedzieć. - uśmiechnął się.
-Em... tak... to... ja może dokończę. To jedyna rzecz która zapełni mi czas...
  Nadal myślałam o złych wspomnieniach, złych ludziach, złej rzeczywistości i swoim beznadziejnym bezwartościowym życiu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz