wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Zuzi

  Był późny wieczór. Wzięłam zapałki do plecaka i ubrałam się na czarno. Wyszłam z hotelu i podążyłam wskazówkami podanymi przez dziewczynę która znała Michała, na ulicy na której miałam spalić Ray'ów było ciemno i cicho. Połączone ze sobą domy jednorodzinne oświetlone jak choinka bożonarodzeniowa wyglądały okropnie.
  Miałam się tu spotkać z tamtą dziewczyną, nie znałam jej imienia. Może warto byłoby je poznać? Nie wiem czy powinnam jej ufać ze względu na to, że również jest z poprawczaka i wygląda nie ciekawie...
-Ale starsza pani mówiła, że to numer 48, a nie 37. - zauważyłam numer domu pod który zaprowadziła mnie dziewczyna.
-Skąd wiesz? - zmierzyła mnie zła.
-Starsza pani w parku mi powiedziała..
-Nie słuchaj jej, ta stara nie wie co mówi.
-Ale proszę, z szacunkiem.Do starszej osoby tym bardziej...
-Wszystko jedno. - machnęła ręką i poszłyśmy.
  W tym domu nie paliły się światła. Dziewczyna włamała się do środka i kazała mi wejść szybko i podpalić dom.
-Zrób to teraz.
-Czemu tak ci na tym zależy?
-Bo tak! Już, rób to.
  Zapaliłam zapałkę i spojrzałam na nią. Wahałam się.
 Miałam się właśnie wycofać. Dość tego pieprzenia. Nie mogę zabić niewinnych ludzi. Koniec tego.
-Nie zrobię tego. - spojrzałam na dziewczynę.
-Co!? Zrobisz to! Teraz, tak jak mówię!
-Czemu tak ci na tym zależy, co?!
-Nie pierdol tylko spal ten dom! - popchnęła mnie specjalnie, bym upuściła zapałkę na dywan polany alkoholem.
  Ona uciekła ze śmiechem, a ja pobiegłam na górę dopiero po chwili. Jednak gdy udało mi się tam dobiec po takim czasie, na górze panował już pożar. Pobiegłam do dwóch pokoi, ale były puste. Na dole włączył się alarm przeciw pożarowy. Spanikowałam. Usłyszałam kaszlenie w pokoju na końcu korytarza. Uratowałam dziewczynkę. Około ośmiu lat. Pytałam gdzie są rodzice, ale musiałam ją wyciągnąć z pożaru. Wróciłam do domu dusząc się, szukając rodziców. Jednak gdy znalazłam ich, ktoś stanął przede mną. Ktoś wysoki, podobny do Michała...
  Tak, to był on.
  Zdziwiona jego obecnością tutaj chciałam uciec, zadać  pytania... ale spojrzał mi w oczy, powiedział kilka słów i zniknął.
 
  Nic nie pamiętam... Nic a nic. Siedzę w swoim domu na kanapie, z zimnym okładem na czole. Co się stało właściwie? Spytałam się mamy, która siedziała w fotelu obok i oglądała z zaciekawieniem telewizje. Spojrzałam kątem oka i przysłuchałam się wiadomościom.
-Wczoraj, o godzinie dwudziestej trzeciej trzydzieści wybuchł pożar w Forks, na Willson Way 37. Przeżyła dziewczynka, ale jej rodzice zginęli w pożarze. Nikt nie wie co się stało, wszyscy spali, nikt nic nie widział. Sprawca jest poszukiwany. Monitoring w domu rodziny pomoże nam znaleźć sprawcę pożaru i śmierci rodziców dziewczynki. 
-Matko... kto był zdolny do czegoś takiego? - spytałam w tym samym momencie z mamą.
-Obudziłaś się już?
-Tak... wróciłaś?
-Tak. - uśmiechnęła się. - Głodna?
-Nie... która godzina?
-Siódma.
-Idę do szkoły.
-Jesteś niepoważna! - zdziwiła się mama.
-Dam radę.
  Wyszłam z domu i z lewej jak zwykle zobaczyłam Scotta. Uśmiechnęłam się do niego a on do mnie.
-Podwieźć Cię, zgubo?
-Zgubo? - zaśmiałam się.
-Twoja matka była u nas i się o Ciebie pytała. Ale wróciłaś do domu cała i zdrowa.
-Ale... gdzie byłam? - spytałam zdziwiona.
-Jak to...? Nie pamiętasz...?
-W Forks... no tak, wyjechałam na mały odpoczynek. - parsknęłam śmiechem przypominając sobie wszystko.
-Wszystko w porządku? - spytał podejrzliwie.
-Tak, pewnie.
-Jedziesz ze mną?
-Jak mogę się nie zgodzić? - uśmiechnęłam się i pojechałam z nim.
 
  W szkole Michał był dla mnie dziwnie miły niż zwykle. Patrzył na mnie tymi swoimi miodowymi, nieludzkimi oczami i uśmiechał się do mnie zapraszając na imprezę u niego w sobotni wieczór. Dziwne... Co go odmieniło? Czy rozmawiał ze Scottem?
  Właśnie Scott podszedł do mnie gdy rozmawiałam z Cass przy szafkach.
-Hej Cassidy. Cześć Zuza. - spojrzał na mnie a ja na niego.
-Hej.
-Coś nie tak?
  Zabolała mnie głowa, silne ukłucie, jakby ktoś wbijał mi szpilkę w czaszkę przebijając się do mózgu.
-Źle się czuję...em... możemy porozmawiać...? - spytałam i spojrzałam się znacząco na Cass.
-Ach! Tak,tak! Zobaczymy się potem. Pa Scott.
-Cześć Cass. - uśmiechnął się do niej i spojrzał na mnie.
-Co jest?
-Rozmawiałeś z Michałem ostatnio?
-Nie. Miałem to zrobić... a czemu pytasz?
  Zdziwiona odwróciłam od niego wzrok i nagle dostałam dziwnego przebłysku... jakbym coś zobaczyła...
  Złapałam dziewczynkę z płomieni. Uciekłam z płonącego domu, wróciłam tam... biegłam korytarzem...
-Wszystko w porządku? - spytał Scott.
  Spojrzałam na niego. Martwił się... chyba.
-Tak... widzimy się potem, tak? - uniknęłam go i odeszłam szybko znaleźć Cass.
  Stała przy swojej szafce przy sali do matematyki na pierwszym piętrze. Dopadłam ją i stanęłam na przeciwko niej.
-Hej Zuza! Co tam? Nie wyglądasz najlepiej...
-Kojarzysz ten pożar w Forks? - spytałam.
-Tak! Co za nędzna kreatura ludzka mogła to zrobić!
-Em... tak... eh... czy mówiłam Ci w ten weekend gdzie jadę?
-Nic nie mówiłaś, byłaś gdzieś?
  Milczałam.
-Zuzanno, zaczynam się martwić...
-Jest dobrze. - przybrałam swój stary uśmiech i udawałam, że jest dobrze.
-Chodźmy na lekcje. Nie strasz mnie...
  Poszłyśmy na lekcje. Michał rzeczywiście się mnie nie czepiał... dziwne... Czuje się, jakbym coś przeoczyła... Ale co to takiego?
  Nie ważne. Na pewno teraz będzie lepiej!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz