środa, 26 sierpnia 2015

Od Scotta

Martwiłem się o Zuzę ale na szczęście na razie była bezpieczna.
-Scott zaczynamy?-zapytał Derek wchodząc do salonu.
-Tak.-odparłem.
-Co zaczynacie?-zapytała Zuza.
-Muszę nauczyć się opanowywać swoje moce by pokonać Śmierć.
Derek wziął z parapetu kwiatka i postawił go na stole przede mną.
-Wyciągnij rękę i zabierz mu życie.-odparł Derek.
Zrobiłem tak jednak kwiatek nadal żył. Jakie było nasze zaskoczekie kiedy nagle zaczął rozkwitać... Tak jakbym tchnął w niego więcej życia.
-Niesamowite. Zamoast zabrać mu życie ponogleś mu odżyć.
-To mi nie pomoże przy zabiciu Śmierci-odparłem iskupiłem się na odebraniu życia kwiatkowi.
Po chwili jego platki opadły a liście zaczeły więdnąć. Usechł.
-I o to chodziło-odparłem.
Chwile jeszcze się zastanowiłem i zabrałem rękę. Skupiłem się na kwiatku i tchnąłem w niego życie. Jego liście odżyły a kwiaty znów zakwitły.
-Niesamowite. Jesteś inny od Śmierci oraz innych Następców. Nie tylko odbierasz życie jak je też dajesz. Do dobry dar.
-Muszę zabić Śmierć a nie dać jej życie. -odparłem ponuro-Derek mówileś że Śmierć ma ostrze którym tylko może mnie zabić... Że jest nasączone w jakiejś truciźnie która tylko może spowodować moją śmierć. A gdybym się na nią uodpornił?
-To nie możliwe. Nawet w małej dawce może spowodować twoją śmierć. Mówiłem Ci... Nawet draśnięcie tym ostrzem przez Śmierć powoduje długą i bolesną śmierć.
-Cholera. Więc musze nauczyć się tak bronić by uniknąś tego ostrza.
-Tego się nie nauczysz. Zawsze Śmierć znajdzie sposób by cię nim zranić. Już lepiej dla ciebie jest by wbiła ci go w serce wtedy krócej byś umierał ale nadal w męczarniach.
-Scott nie chce byś z nią walczył.
-Muszę. Tak czy siak muszę się z nią zmierzyć.
-Ale nie musisz tak szybko.
-Muszę. Nie zmienię zdania.
-Zuzanna ma rację. Nie nauczę cię tego wszystkiego w ciągu tak krótkiego czasu.
-Dziś Śmierć przysłała mi mentalnie wiadomość. -wypaliła Zuza.
-Co?! -zapytał Derek.
-Powiedział że Scott ma 48 godzin by się u niego stawić...
-A więc mamy mało czasu. Nie marnujmy go na rozmowy tylko Derek musisz mnie wyszkolić.
-To nie możliwe! Za mało czasu!
-A więc sprawmy by to było możliwe. Zaczynajmny.
Oboje, Derek i Zuza byli niezadowoleni z mojego planu ale nie mieli nic do gadania. Podjąłem decyzję. Zdania nie zmienię.

*Godzina 2*

Umiałem już może nie doskonale ale odbierać życie rośliną. Teraz chciałem ćwiczyć na większych istotach.
Derek przyniósł mysz którą kupił w zoologicznym.
-Zabij ją.
-To nie humanitarne!-zaprzeczyła Zuza.
-Nie martw się. Przywrócę jej życie.
-To będzie wymagało od ciebie więcej energii.-powiedział Derek.
-Dam rade.
Wziąłem myszkę w ręce i przymknąłem je. Zamknąłem oczy. Mysz po chwili przestała się ruszać. Położyłem ją w klatce. Była martwa. Uśmiechnąłem się a myszka po chwili wstała i spojrzała się na mnie. Była znowu żywa.
-Jesteś coraz lepszy-odparła Zuza.
-Ale nadal za słaby by walczyć ze Śmiercią.
-O matko Scott!-powiedziała Zuza patrząc się na mnie.
Dotknąłem palcami nosa. Poczułem coś mokrego, miałem na palcach krew.
-Mówiłem że to będzie wymagało sporej energii.
Miałem zawroty głowy. Odetchnąłem głęboko.
-Potrzebny nam sppry pies. Czas zrobić większy krok.
-To cię zabije!-powiedziała Zuza.
-Podobno może zabić mnie tylko Śmierć.
-Ale możesz zapaść w śpiączke a wtedy będziesz już calkowicie bezbronny.
-Słyszycie?-zapytałem olewając to co mówili-Jakiś pies szczeka. Ide się z nim "pobawić".

*Godzina 3*

Znalazłem dosyć sporego pieska. Pogłaskałem go a on upadł martwy. Poczułem napływ energii. Derek kiwał glową kiedy dotknąłem psa by przywrócić mu życie. Kiedy to zrobiłem pies pomerdał ogonem i odbiegł. Zakręciło mi się w głowie. Upadłbym ale w ostatniej chwili złapałem równowagę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
-Scott?-usłyszałem Zuze.
-Nic mi nie jest.-odparłem idąc dalej.
-Gdzie idziesz?-zapytała Zuza.
-Muszę znaleźć coś większego.
-Idź od razu do zo i zabij słonia to będziemy mieć dwa trupy.-burknął Derek.
-Słoń? Dobry pomysł.

*Godzina 6*

Bylem już wyczerpany. Ćwiczyłem już na myszy, psie, koniu, krowie i byku. Taaa to troche zabawne. Wróciliśmy do domu. Postanowiłem zrobić sobie krótką przerwę.
-Jak się czujesz?-zapytała Zuza wchodząc do mojego pokoju.
-Nic mi nie jest.
-Kłamiesz. Widzimy to. Po przywróceniu ostatniemu zwierzakowi życia zemdlałeś.
-Nic mi nie jest.
-Odpoczywaj i daj sobie z tym spokój.
-Nie.
-Scott...
-Powiedziałem coś i zdania nie zmienie.

*Godzina 10*

-W końcu na prawde będziemy mieli dwa trupy.
-Czy coś mogłoby dać mu więcej energii?-zapytała Dereka Zuza.
-Tak. Kiedy odbiera życie.. Zyskuje energie ale traci ją kiedy oddaje życie.
-Ej ja tu jestem.-odparłem.
Jechaliśmy wlaśnie do zoo. Spodobał mi się pomysł ze słoniem.
-Scott proszę cię... To cię może wykończyć! Zapadniesz w śpiączke a wtedy Śmierć z łatwością cię zabije.
-Nie ppddam się. Mam jeszcze 38 godzin.. Niecałe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz