piątek, 21 sierpnia 2015

Od Zuzi

  W celi zaczęło mi odbijać. Słyszałam różne rzeczy i widziałam kogoś. Co gorsza, był to Michael. Jakieś dziwne uczucie mówiło mi, że był to jakiś znak, lub po protu mam przewidzenia. Weaving zaczął się martwić moim stanem, bo wszystko nagle zwróciło się przeciwko mnie. Wszystko wskazywało na to, że jestem naprawdę szalona.
-Przepraszam, ale nie może pan tu wchodzić. - usłyszałam zdenerwowanego ochroniarza.
-To moja klientka, proszę pana.
  Mój prawnik tu jest.
  Przez przeźroczyste, plastikowe drzwi zobaczyłam go. Gale wszedł przez nie do celi, a ochroniarz za nim przepadł bez śladu.
-Gdzie ochroniarz? - spytałam zaskoczona.
  Uśmiechnął się tajemniczo, tak samo jak wczoraj.
-Co to za uśmiech?
-Uśmiech kogoś, do kogo należysz. - odparł zadowolony z siebie.
-Słucham?
-Michael podpisał papiery które dały mi władzę nad tobą.
-Jaka władza nade mną? Czy o to chodziło ze Scottem?
-Nie, tamta władza raczej ogranicza się do samego siebie i otaczającego go świata.
-Nie rozumiem. Jaki papier? Co Michael podpisał?
-Michael namówił cię do zabójstwa, bo chciałem sprawdzić, czy go posłuchasz. Byłaś tak przerażona, że, głupia, zrobiłaś to.
-Co to ma do rzeczy?
-To, że podpisując ze mną umowę, on stał się moim posłańcem, a ty moją własnością.
-Co to znaczy?
-Że jesteś moja. - odparł.
-Słucham?!
-Należysz do mnie. Coś jak seks zabawka. Nie nazywam się Gale. Mam wiele twarzy. Jestem miliarderem, prawnikiem, lekarzem, psychologiem, seksuologiem... jest ich wiele.
-Kim ty jesteś?
-Jestem także tym, czego każdy się boi.
-Czym?
-Śmiercią.
-Zabawne. Skończ głupkować...
-Uważasz, że kłamię? Scott jest moim następcą, tak czy siak ma inne geny. Jest czymś w rodzaju hybrydy, może sobie wybrać kim chce być, ale wiąże się z tym kara dla bliskiej mu osoby. Ja wybieram odpowiednie kary.
-Śmierci się zmieniają?
-Tak. Ja jestem nią najdłużej, i niedługo odejdę jako człowiek, wybierając jedno z żyć jakie będę chciał prowadzić do końca. Ty jesteś potrzebna.
-Do czego?
-Śmierć czerpie siłę, jakby moc, z czyjegoś cierpienia, radości, smutku, przyjemności. Przyjemność daje mi najwięcej, każdej śmierci daje najwięcej właśnie przyjemność. Ty jesteś pożądana przez większość facetów, ale tego nie wiesz. Poza tym, nic do ciebie nie czuję, nie mam uczuć. Jeśli jakaś kobieta wzbudzi w śmierci uczucia, to źle.
-Czemu?
-Wtedy ten ktoś jest najsilniejszy, ale z drugiej strony najbardziej pragnie bliskości drugiej osoby, staje się seksoholikiem, może tak chorym psychicznie, że pragnie śmierci nawet od osoby, która nie jest na nią gotowa. Jest wiele przypadków.
  Wstałam i odsunęłam się od niego.
-Wyjdź.
-Nic z tym nie zrobisz. Wybrałem cię.
-Miałam uciekać ze Scottem...
-Musiałem udawać tego dobrego, żebyś się zaciekawiła i wciągnęła. Scott będzie tylko przeszkodą. Tylko następca może mnie zabić, a on nim jest i dla mnie sprawia zagrożenie.
-ODSUŃ SIĘ! - krzyknęłam.
  Wstał i westchnął, jakby się powstrzymywał od czegoś.
-Mogłaś mnie nie prowokować...
-Słucham...?
  Nie zdążyłam dokończyć.
  Rzucił się na mnie, rozerwał moją bluzkę. Był niewiarygodnie silny.
-Mam tyle siły, że jednym dotknięciem mogę cię zabić.
  Przycisnął mnie do ściany i przegryzł wargę aż do krwi. Krzyczałam, a raczej próbowałam. Potrzebowałam pomocy, już,teraz, zaraz... ale nikt nie usłyszy.
-Mam tyle siły, że mogę robić co mi się podoba... z tobą. Nawet, jeśli tego nie chcesz. Musisz być mi posłuszna.
-Jesteś chory! - wrzasnęłam i odsunęłam go od siebie.
-Każdy kto jest na miejscu śmierci ma takie pożądanie. Jest gorsze od cierpienia, od samotności... pożądanie to kara dla śmierci za to, że nie jest człowiekiem. Za to, że ma taką pieprzoną pracę i za to, że nie umie nikogo pokochać. Scott też przez to może przechodzić... Nie możemy pozwolić na to, by twój przyjaciel się męczył... Uratuj go.
-Namawiasz mnie bym oddała ci się za jego życie?
-Niczego się nie dowie. Wybierze to co powinien.
-Co to znaczy?
-Nie ważne. - uśmiechnął się. - Jeśli mi się nie oddasz po dobroci...
-Zgwałcisz mnie. - wyprzedziłam go przerażona.
  Kiwnął głową zadowolony.
-Pomocy!!! - krzyknęłam a on westchnął zdenerwowany.
-Ja karzę kobiety w inny sposób...
-Zuza?! - usłyszałam głos na korytarzu.
-Scott?! - zawołałam go.
  Christian zniknął, a ja wybiegłam na pusty korytarz. Zobaczyłam z boku martwego ochroniarza i Scotta który biegł w moją stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz