-Daleko od Mystic Falls.
-Tutaj się zatrzymamy na kilka dni. - wytłumaczył Scott.
-Idę zarezerwować pokój. Ty musisz uważać, bo znają cię w całym stanie.
-Naprawdę zabiłaś tamtą rodzinę? - spytał Scott.
-Nie musisz mnie ratować jeśli nie chcesz. Po co ratować zabójcę.
-Czyli zabiłaś?
Milczałam i wyszłam z samochodu.
Poszłam do hotelu i po chwili byliśmy już w pokojach. Scott przyszedł do mnie porozmawiać, widocznie chce wyjaśnień.
-Chcę wiedzieć.
-A jak myślisz? Skoro mój prawnik nic nie potrafił udowodnić i jakoś namówił sędzie do unieważnienia sprawy...
-Jak to unieważnił sprawę? - zaskoczony wyprostował się i spojrzał mi w oczy.
Westchnęłam, szukając odpowiedzi.
-Nie wiem. - szepnęłam.
-Jak to nie wiesz? Co działo się na sali?
-Scott, gdybym wiedziała... powiedziałabym ci. Nie wiem czemu mnie wyciągnąłeś z tego szpitala... Wycofaj się jeśli jeszcze możesz.
-Nie wycofam. Od przeznaczenia nie ucieknę. W ogóle od kiedy wiesz o tym wszystkim?
-Ja wiem od wczoraj od rana... od wizyty śmierci. Jeszcze, dasz wiarę, był moim adwokatem... Tak beznadziejnym, a potem okazał się świetny.
-Przyciąga cię? To masz na myśli?
-Nie. Nie w tym sensie...
Do nas wszedł Derek.
-Em, sorry, słyszałem waszą rozmowę i chciałbym się wtrącić... Scott, Christian przyciąga ją bo jest pod wpływem podpisanej umowy z Michaelem. Michael jest jego posłańcem i tym samym ma wszystkie umowy w kieszeni. Nie da się go oszukać... tak samo Christiana. Jest praktycznie nie do pokonania. A umowa, która została podpisana przez Śmierć świadczy o tym, że Zuza jest jego własnością pod względem seksualnym.
-Słucham? To nie ludzkie... Nienormalne...
Spojrzałam na nich a potem odwróciłam wzrok.
-Co mi pozostaje? - spytałam cicho.
-Pozostać przy Scott'cie.
-Ale jeśli śmierć się zjawi to go zabije... tak?
-Christian za bardzo się boi, że może zginąć. Nie łatwo będzie go zabić. Scott, musisz przemyśleć, czy rzeczywiście chcesz z nim walczyć tak wcześnie.Jeśli przegrasz to... Zuza będzie bez ratunku.
-Nie musi mnie ratować.
-Ale chcę.
-Nie baw się w bohatera Scott. Jestem wdzięczna za to co robisz, ale naprawdę, odpuść na razie. Musisz się wyszkolić...
-Nie zmienię zdania.
-Przecież Christian wie, gdzie jesteśmy. - zauważyłam.
-Jeśli jest przy Tobie Scott jesteś dla niego... jakby... niewidzialna.
Zamilkłam.
Nagle obraz zaczął mi się rozmazywać, słyszałam wołanie Scotta i Dereka... ale odpłynęłam i zjawiłam się w jakimś wielkim domu. Był piękny.
Siedziałam na kanapie. Nie mogłam się ruszyć. Usłyszałam za sobą kroki, zjawił się Christian. Usiadł przede mną i patrzył tak na mnie.
-Jesteś, nareszcie.
-Czemu nie mogę się ruszyć?
-Przecież byś uciekała. Nie chce się bawić w berka.
Zamilkłam.
-Może wynegocjujemy umowę?
-Wynegocjować? Jest podpisana.
-Wybrana może negocjować nawet wtedy, jeśli umowa jest podpisana.
-Mógłbyś mnie puścić, a ja byłabym ci wdzięczna. Tak bardzo bardzo wdzięczna.
Zaśmiał się.
-Zachowaj powagę.
-Scott wie, że tu jestem.
-Łapiesz mnie na Scotta? Sprytnie, ale on nie wie gdzie ja jestem.
Podszedł do mnie i złapał za bluzkę. Nadal nie mogłam się ruszać. Wziął mnie do jakiegoś pokoju, niósł mnie na rękach. Postawił, już mogłam chodzić. Ucieczka nie ma sensu, musiałam już robić to, co chciał by mieć spokój i wykombinować jak wrócić do Scotta i Dereka.
-Co to jest?
-Pokój zabaw.
-Czyli pokój gier, tak? Po co ci taki pokój skoro jesteś panem śmierci?
Westchnął z uśmiechem i otworzył drzwi.
Aż ścisnęłam się za ramiona. Były tu pejcze, sznury, łóżko tortur, coś jak seks-pokój.
-To jest związane z umową.
-Czyli?
-Nie możesz mnie dotykać. Jesteś moja, więc musisz za każde złe słowo, zły czyn płacić karę.
-Tutaj będą odbywały się moje kary?
-Tak. - uśmiechnął się.
Nagle znów wszystko się rozmyło, i trafiłam do hotelu. Nade mną stał Scott i Derek.
-Gdzie byłaś? - spytał Scott zmartwiony.
-U Christiana.
-Wystraszyłaś mnie.
-Czemu? Bo zginął morderca z którym mieszkasz i nagle wrócił?
-Śmieszne. - mruknął.
Zaczęłam się śmiać.
-Byłaś u niego?
-Możżżże.
-Czemu jesteś taka dziwna?
-Jakaaaaaaa?
-To skutek uboczny przenoszenia kogoś z jednego miejsca do drugiego. Nadmiar szczęścia i wiesz...
-Czemu jest w samej bieliźnie? - spytał Scott.
-Pewnie Christian ją przebrał albo... skutek uboczny... - zaśmiał się Derek.
-Albo chciałeś ją zobaczyć w bieliźnie i koszuli kretynie! Wynocha! - Derek się roześmiał a potem ja.
-Co tu śmiesznego!?
-Jesteś uroczy. - uśmiechnęłam się.
Przewrócił oczami.
-Idź spać.
-Czekaj. - pociągnęłam go za rękę.
-Słucham?
-Zostaniesz ze mną? Nie umiem sama zasnąć. - zaśmiałam się znowu.
-Chcesz... żebym z Tobą zasnął? - zdziwił się.
Odgarnęłam włosy, starając się być seksowna ale wyszło jak zwykle.
Powstrzymywałam się od wybuchu śmiechu.
-Mówię serio. Chcę.
Położył się obok mnie, gdy ja położyłam się normalnie.
-Boisz się? - spytałam.
-Czego?
-Christiana...
-Nie. A ty?
-Mhm... - szepnęłam.
Scott nagle przytulił mnie i szepnął do ucha:
-Nie masz się przy mnie czego bać.
Zamilkłam.
-Co rodzice powiedzą, że Cię nie ma?
-Nie mają nic do gadania. Podobno ojciec nie jest moim biologicznym... A nie będę Cię zanudzać. Śpij. Jutro pogadamy.
Zasnęłam, wtulając się w niego nieświadomie.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz