Weszłam do pokoju w którym leżał Scott. Zdziwiłam się, usiadłam koło niego powoli i ostrożnie. Spojrzałam na niego i dopiero po chwili byłam zdolna wydusić z siebie słowa.
-Co się z Tobą stało?
-Mały wypadek na drodze.
-O boże...
-Nic mi nie jest...
Uniosłam brwi i nagle złapałam go odruchowo za rękę.
-Dobrze, że nic Ci nie jest. - zdziwiona cofnęłam dłoń ale nie spuszczałam z niego wzroku. - Przepraszam...
-Nie ma sprawy, Zuz.
-A nie wiesz kiedy wrócisz do szkoły?
-Za tydzień wstaję z łóżka.
-Kaleka. - zaśmiałam się. - Przepraszam, mam dość specyficzny humor...
-To podobnie jak ja. Co u ciebie?
-Wiesz... Szczerze? Nawet nie pamiętam, żebym była w Forks... poza tym wybuchł pożar...
-Wiem, byłem tam kilka domów dalej u kuzyna. Nie wiem kto był tak chory żeby zrobić coś takiego.
-Wiesz... mogę Ci coś powiedzieć? Tylko... nie uznaj mnie za jakąś obłąkaną. To mi się nie śniło..
-Co jest?
-Jak wtedy odeszłam od ciebie w szkole... miałam taki... jakbym zobaczyła coś na własne oczy, cofnęła się nagle gdzies myślami... zobaczyłam siebie, jak ratuję małą dziewczynkę z płonącego domu a potem biegłam... chyba... uratować kogoś jeszcze... ale ktoś chyba mi przerwał...
-Kto?
-Nie wiem! Nie pamiętam twarzy... wiem, to brzmi dziwacznie...
-Rzeczywiście... ale na pewno jest jakieś wytłumaczenie...
-Chciałabym wiedzieć jakie...
-Nie pamiętasz nic?
-Nic a nic... gdybym tam była, policja pewnie by do mnie przyjechała...
Dostałam telefon. Mama.
Odebrałam.
-Kochanie... nie rozumiem. Policja chce się z tobą widzieć... o co chodzi?
Spojrzałam się na Scotta zdezorientowana.
-Zaraz będę mamo...
Rozłączyłam się i wyjrzałam przez okno. Rzeczywiście.
-Co jest?
-Nic. Mama potrzebuje pomocy bo sąsiedzi z naprzeciwka znowu mają pretensje bo myślą, że mama ich okradła gdy była u nich oddając książkę. Są starzy i kopnięci. Policja przyjechała więc myślę, że powinnam jej pomóc i wytłumaczyć policji sytuację. Pa kaleko. Zobaczymy się potem?
-Jasne, przyjadę na moim jednorożcu pod twoje okno z rozwaloną nogą.
-Romantycznie, cyborgu. Tylko, że ja nie jestem romantyczna ani trochę. Jestem jak jedna czwarta lasek na świecie. - zaśmiał się.
-To dobrze, że nie jesteś romantyczna, ja też nie za bardzo.
-I super. Twoja przyszła dziewczyna to szcześciara.
-Chyba pechowiec.
-Nie sądzę. - uśmiechnęłam się. - Do zobaczenia, Scott.
Wyszłam, pożegnałam się z jego rodzicami i poszłam do domu.
Weszłam tylnymi drzwiami i gdy stanęłam w progu, mając przed sobą salon, dwóch policjantów wstało z kanapy i spojrzało się na mnie. Jeden podszedł blisko i spojrzał się na mnie.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. - uśmiechnęłam się, a raczej starałam się sprawiać szczęśliwą/normalnie nastawioną do obecnej sytuacji.
-Powiem wprost, pani Lawrence. Jest pani podejrzana o zabójstwo rodziny Kingsley.
-Słucham? - wycedziła moja mama.
Jednak tam byłam...
-Przepraszam... a...ale... ale... - zatkało mnie. - Ale nie sądzę, że tam byłam.
-Nagranie z kamer mówi co innego, proszę pani.
-Przepraszam, naprawdę... ale ja nie byłabym w stanie nikogo zabić...
-Kochanie... czy to prawda? - mama spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
To mnie zniszczyło, zbombardowało mnie to, że w jej oczach jestem przestępczynią która prawdopodobnie straciła świadomość i spaliła rodziców małej dziewczynki po czym uciekła i jak gdyby nigdy nic wróciła do Mystic Falls. Jako przestępca.
-Mamo... - zaczęłam płakać.
-Proszę z nami, pani Lawrence.
-Ale...
Drugi policjant zakuł mnie w kajdanki.
-Przepraszam ale mam prośbę. Czy mogłabym się... ech... możemy wyjść tylnymi drzwiami a jedno z panów może podjechać z boku domu? Nie chcę, by zobaczył to ktoś... będą ploty... mama nie może sobie pozwolić na... na... na publiczne kpiny ze strony innych ludzi. Jest artystką, nie chcę na nia sprowadzać kłopotów.
To jedyne co mogłam wymyślić. Scott i tak się dowie, ale nie chcę, by widział to w ten sposób gdy jest w takim stanie.
-Em... tak, skoro to ostatnia wolna decyzja dla pani to proszę bardzo. - skomentował złośliwie ten wyższy umięśniony blondyn i wyszedł poprawiając broń przy pasie.
-Kocham Cię mamo...
Mama nic nie odpowiedziała.
To mnie załamało.
To koniec. Ktoś mnie załatwił w łatwy i szybki sposób.
Może cokolwiek sobie przypomnę...?
Mijały dni, a ja tak po prostu zapominałam gdzie jestem, co tu robię, za co siedzę w więzieniu. Po jakimś czasie psycholog stwierdził zanik pamięci, ale nie wie dlaczego. Uznali mnie za chorą psychicznie, wsadzili do psychiatryka. Cele było osobne, plastikowe, mocne, wytrzymałe i przeźroczyste jak szkło. Z jednym, nawet wygodnym łóżkiem i oknem z kratami nad miejscem do spania. Mama mnie nie odwiedzała. Mój ojciec tylko był raz jak tu trafiłam. Brzmiało to jak pożegnanie z jego strony. Odwrócili się ode mnie albo coś... Nie wiem. Jestem sama.
Sprawa nadal się toczy, mam najlepszego prawnika w USA, ale wszystko wskazuje na to, że to ja zabiłam rodziców tej małej dziewczynki. Nie wyjdę z tego.
Nie wiem co dzieje się w mojej głowie. Mam przebłyski pamięci z tamtego pożaru który sama zresztą wywołałam. Ze swojego dawnego życia które pozostało poza murami szpitala psychiatrycznego pamiętam tylko Scotta i ledwo co rodziców. Nic więcej. Nawet obraz Cassidy mi się zamazuje. Pamiętam jednak Michaela. Cały czas widzę jego pierdoloną mordę przed twarzą. Coś mi tu nie pasuje. Coś się stało, a ja nie pamiętam co ma z tym wspólnego mój prześladowca.
W ogóle... czy Scott o mnie pamięta? Czy ktokolwiek o mnie pamięta?
Wszedł policjant, który odwiedzał mnie prawie codziennie. Prowadził tą sprawę, a moim stanem przejmował się szczególnie.
-Jak się czujesz?
Siedziałam skulona na łóżku, patrząc się w gumową podłogę. To istne wariactwo. Wszystko jest tu miękkie, albo z gumy...
-Pamiętasz coś?
Spojrzałam się na niego i westchnęłam głęboko.
-Tak. Ale tylko do momentu, kiedy ktoś mi przeszkodził... ktoś coś kazał mi zrobić...
-Posłuchałaś się kogoś, kto zjawił się znikąd w domu gdy wybuchł pożar?
-Czy mówię nie wyraźnie? - uniosłam brwi podirytowana.
-Pamiętasz jego twarz? - zignorował moje słowa.
Dupek.
-Nie.
-Przypomnij sobie.
-Staram się. - wycedziłam przez zęby.
-Masz problemy z agresją?
-Nie. - odparłam szybko unikając następnych pytań od policjanta. - To wszystko?
-Nie. Jest coś jeszcze.
-Co znowu?
-Tamta dziewczynka którą uratowałaś... pamięta twoją twarz. Ale mówi, że chciałaś wrócić po rodziców. Chwilę później zobaczyła jak wchodzi ktoś do środka, kilka minut później zobaczyła ciebie. Szłaś jak zahipnotyzowana do swojej mazdy i odjechałaś bez słowa. Minęłaś policję, karetkę i zbiorowisko ludzi którzy tam byli.
-Mówiłam, że coś się ze mną stało. Nie panowałam nad tym co robię, nie jestem zdolna by zabić ludzi.
-Musisz sobie przypomnieć kto to był.
-Co to za różnica? I tak będę siedzieć w tym pieprzonym psychiatryku do końca życia.
-Aż wyzdrowiejesz.
-Pieprzysz tak samo jak pielęgniarki i mój lekarz. Nie wyjdę stąd. Wiesz o tym.
Wstał, a ja ruszyłam za nim i walnęłam go na ścianę. Zjawiła się pielęgniarka, odciągnęła mnie i wstrzyknęła mi środek uspokajający.
Wszystko zaczynało wirować. Położyli mnie na łóżku i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz