Mineły tygodnie a ja już odzyskałem pełna sprawność co było dla wszystkich i nawet lekarzy zaskoczeniem. Zdjeli mi gips z ręki i nogi. Miałem już wrócić od poniedziałku do szkoły. Dziś był piątek. Wstałem jak co rano z łóżka. Znowu śnił mi się ten sam sen ale teraz było w nim coś nowego. "Pustynna wilczyca" cały czas chodziło mi po głowie. O co z tym chodziło?
Wziąłem szybki prysznic i zszedłem do kuchni. Nikogo nie było w domu. Nawet Julki. Na lodówce była tylko kartka.
"Pojechaliśmy do dziadków Julki"
Dziadków Julki... Coraz bardziej czułem że tu nie pasuje.
Włączyłem telewizor. W wiadomościach mówili że za tydzień ma być niezwykłe zjawisko. Czerwona pełnia. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłem. Listonosz.
Odebrałem listy i rachunki. Położyłem je na szafce i usiadłem na kanapie. Nawet nie patrzyłem czy jest coś do mnie. Nikt mi i tak listów nie wysyłał no bo po co?
Nagle jedna z kopert spadła na podłogę. Zrezygnowany wstałem by ją podnieść. Byłem zaskoczony kiedy zobaczyłem że jest zaadresowana do mnie. Usiadłem na kanapie i otworzyłem ją. Był to list. Zacząłem czytać.
"Scott jesteś już dorosły. Pewnie zauważyłeś że dzieją się dziwne rzeczy. Sny, wachania nastroju, wracasz szybciej do formy. Czujesz że nie tu jest twoje. Noe jest to przypadek. Odezwe sie jeszcze.
Pustynna wilczyca."
Byłem zaskoczony. Co jest grane. Jeszcze ten podpis.
Do domu wpadł Maks.
-slyszałeś? Ja sie wlaśnie dowiedzialem! Obok ciebie mieszka wariatka i morderca!
-Co?
-Ta Zuzia! Podpaliła dom i zgineli rodzice takiej dziewczynki ona na szczescie przeżyła tego grila.
-Nie wieże.
-Ale to prawda!
-Nie. Ona nie była by w stanie tego zrobić.
-Ale to zrobila. Trzymają ją w psychiatryku.
-Ponoge jej.
-Ak chcesz to zrobić?
-Nie wiem. Załatwie najlepszego prawnika. Nawet za granicy. Uwolnię ją.
-Jesteś nie normalny. Co ona z tobą zrobiła?
-Nic po prostu wiem że jest niewinna.
-Nie rozumiem cie. Jesteś ślepy?
-Wyjdz. Musze coś załatwić.
-Nie wkop się w nic.
-Dam rade. Nie martw sie.
Wyszedł a ja wykonałem telefon do przyjaciela rodziny. Był najlepszym prawnikiem. Jak sam nie znajdzie czasu to na pewno poleci kogoś kto da rade nam pomóc. Jej pomóc.
-Derek jest sprawa-powiedziałem dzwoniąc.
Wyszedłem z domu i wsiadłem do samochodu Dafne.
-Pomożesz mi ale najpierw załatw mi wizyte w psychiatryku.
-Nie wiem co kombinujesz i nie będę pytał. Zrobie jednak wszystko co w mojej mocy.
Ruszyłem do domu Dereka. Znając go jeszcze dziś odwiedze Zuze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz