Obudziłem się. Oddech miałem przyśpieszony. Byłem cały rozpalony.
-Znowu miałeś koszmar? -usłyszałem.
-Julia dlaczego nie spisz?-zapytałem przeczesując ręka włosy.
-Jest 7.30 idę do szkoły.
-Co?-spojrzałem n zegarek-Cholera!
-Miałeś nie przeklinać.-powiedziała.
-Przepraszam.-powiedziałem i wstałem.
-Do zobaczeni-powiedziała wychodząc z mojego pokoju.
Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i wybiegłem z domu. Wsiadłem na motor i pojechałem do szkoły. Znowu spóźniony!
Zaparkowałem pod szkołą i pobiegłem do klasy.
-Pan Terner znowu spóźniony.-powiedział profesor.
-Przepraszam.
-Siadaj.-powiedział.
Usiadłem obok Maksa.
-Zła noc?-zapytał.
-Taaa..-odparłem.
Maks znał mnie bardzo dobrze. Czasem wydawało mi się że nawet lepiej niż ja sam siebie znałem.
Na przerwie poszliśmy na stołówkę. Miałem tu dużo znajomych, byłem nawet znany. Jednak to nie zmieniało tego kim jestem. I tu rodzi sie pytanie.. a kim ja jestem tak na prawdę?
-Scott!-usłyszałem za sobą.
Odwróciłem się i zobaczyłem Marka z chłopakami.
-Siema co tam?
-Słuchaj dopiero rozpoczął się rok. Co ty na to by dołączyć do szkolnej drużyny?
-Mark pytasz sie mnie to co rok.
-Tak i się nie poddam. Wróć do na. Byłem na prawdę dobry!
-Mark ma racje Scott. Dawaj co ci szkodzi!-powiedział Maks.
-I ty przeciwko? Zastanowię się.-odparłem i poszliśmy usiąść przy stoliku.
-Ej a widziałeś te nowe laski? Pierwszoklasistki są na prawdę niezłe! -powiedział Paul.
-A co na to Marta?-zapytał go Frank.
-O wilku mowa.-odparłem widząc idącą w naszą stronę dziewczynę mojego kolegi.
-Hej kotku. Cześć chłopaki. Nie zapomnij. Dziś o 20.
-Pamiętam.-powiedział mój kolega i odprowadził dziewczynę wzrokiem. -Jest niesamowita.
-Zapomniałeś juz o pierwszoklasistkach?-zaśmiałem się.
Zadzwonił dzwonek.
Po szkole pojechałem po Julię. Tacie nie podobało się że jeździłem z nią na motorze ale młoda to uwielbiała.
-Tylko cicho tacie!-odparłem kiedy podjechaliśmy pod dom.
-Scott!-usłyszałem.
-No to nici z tajemnicy. -powiedziałem pod nosem.-Tak tato?
-Co ja ci mówiłem? Jazda na motorze jest za niebezpieczna dla siedmiolatki!
-Jechałem na prawdę wolno. Przepraszam.
-Niech to będzie ostatni raz. -odparł-Do domu. Musimy porozmawiać. Za trzy miesiące twoja osiemnastka.
Wszedłem do domu. Dafne przywitała nas z uśmiechem.
-Odpad.
-NIe teraz kochanie muszę porozmawiać...
-Nie. Nic mnie nie interesuje. Do stołu-powiedziała łagodnym lecz władczym głosem któremu nie mozna było się sprzeciwić.
Przy stole panowała miedzy mną a tatą dziwna aura. Wiedziałem dobrze o czym chce ze mną pomówić jednak nie byłem na to gotowy. Wiedziałem dobrze że w moje osiemnaste urodziny zacznie mnie wprowadzać we wszystko krok po kroku związanego z rodzinną firmą jednak dopiero gdy skończę 21 lat będę mógł być jej oficjalnym członkiem. Taka była zasada którą uzgodnił z moją prawdziwą mamą jeszcze przed tym jak przyszedłem na świat.. a ona umarła. Mój ojciec był człowiekiem honoru. Wiedziałem ze dotrzyma słowa i tak jak obiecał mamie da mi możliwość wyboru.. jednak byłem tego świadomy że tak na prawdę nie mam wyboru. Zawiodę ojca omawiając pracy w firmie rodzinnej a zgadzając się skażę się na lata powolnego umierania z nudy. Jednak rodzina jest najważniejsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz