W nocy nie spałem. Nie moglem. Nie byłem nawet zmęczony. Wsłuchiwałem się w płytki oddech Zuzanny i patrzyłem jak śpi. Była taka bezbronna. Musiałem ją chronić. Sam nie wiedziałem dlaczego ale musiałem wygrać ze Śmiercią. Nigdy nie chciałem by ktoś decydował za mnie o moim życiu. Tata chciał bym przejął jego biznes a tu proszę.. Przejmuje biznes w który wprowadziła mnie moja matka przy poczęciu. Byłem następcą śmierci. Może to brzmi śmiesznie ale taka była prawda. Sam jeszcze w to nie wierzyłem. To było na prawdę dziwne i niesamowite! Musiałem się dowiedzieć jak najwięcej o swoim dziedzictwie.
Rano wstałem wcześniej i zrobiłem śniadanie dla Zuzi. Derek robił coś na laptopie. O nic nie pytałem jak na razie. Kiedy przyniosłem gofry do pokoju w którym spała Zuzia akurat się obudziła.
-Dzień dobry. I smacznego.-powiedziałem podając jej jedzenie.
-Dziękuje. Wyspałeś się?
-Nie spałem. Ale nie jestem zmęczony.
-Nie mogłeś przeze mnie spać?
-Nie to nie twoja wina.
-No dobrze.
Patrzyłem jak je. Czerpałem sam z tego przyjemność. Tak jakbym sam jadł. W nocy było podobnie. Patrząc jak śpi czułem się tak jakbym sam spał i śnił. To było przyjemne uczucie. Nigdy przedtem nie miałem tak. Tak jakby to że ona żyje dawało mi energię. Musiałem o to zapytać Dereka. Ciekawe czy to normalne.
Nagle do pokoju wszedł Derek.
-Jedziemy. Zbierajcie się.
-Gdzie jedziemy?
-Daleko. Muszę coś załatwić a my i tak nie możemy jak na razie się zatrzymać nigdzie. Śmierć nie śpi i czeka tylko na właściwą chwile.
-Chce mnie zabić?
-Z pewnością tak.
-Zabije mnie?
-Nie dopuszczę do tego. Nie tym razem.
O nic więcej nie pytałem.
Chwile później już jechaliśmy. Zadzwonił mój telefon. Dzwonił tata.
-Nie odbieraj.-odparł Derek.
-Muszę. Może nie jest to mój biologiczny ojciec ale to on mnie wychowywał.
Odebrałem.
-Scott gdzie ty u licha jesteś?
-Daleko musiałem wyjechać. Nie martw się. Jestem.. Bezpieczny.
-Wracaj do domu.
-Nie mogę. Na razie nie mogę.
-Synu.. Nie zrób nic głupiego.
-Znasz mnie. Będę dawał zna że żyje. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.. Synu.
Rozłączyłem się.
-Nic nikomu nie mówcie. Z nikim o tym co się dzieje nie rozmawiajcie.
-Dobrze.
Spojrzałem na Zuze siedzącą z tyłu. Bala się. Ja sie nie bałem. Obronię ją..
Dwa dni później byliśmy już daleko. Zatrzymaliśmy sie w domu który należał do Dereka.
-Na górze macie dwa pokoje. Zostaniemy tu parę dni. Nigdzie nie chodźcie. Nigdzie nie jest bezpiecznie.
-Jeśli nigdzie nie jest bezpiecznie to dlaczego mamy siedzieć w domu?-zaśmiałem się wchodząc z Zuzą po schodach.
Na górze Zuza wybrała pierwszy pokój a ja drugi. Usiadłem na łóżku jednak szybko wstałem i poszedłem do Zuzy.
-Jak tam?-zapytałem.
-Nie wiem.. Niby dobrze.
-Dziś też mam spać z tobą?-zapytałem z uśmiechem.
-Jak chcesz.-odparła.
Uśmiechnąłem się. Nie wiem co we mnie wstąpiło.. ale.. pocałowałem ją.

Było świetnie jednak szybko przerwałem.
-Przepraszam.-powiedziałem.
-Nie masz za co..
-Mam. Nie powinienem.
-Śmierć mi o tym mówiła.
-O czym?-przymrużyłem oczy.
-O pożądaniu które odczuwacie.
-Nie czuje nic takiego..
-Jak na razie..
-Słuchaj.. Nigdy nie pociągała mnie żadna dziewczyna. Sam nie wiem dlaczego cie pocałowałem.. ty jesteś inna jednak to nie zmienia faktu iż jestem Następcą Śmierci a ty jesteś jej własnością. Uwolnię cię od tego a potem.. bezpieczniejsza będziesz z dala ode mnie. I nie chodzi o pożądanie. Przy mnie zawsze będzie niebezpiecznie.
-Aha. Sprawa jasna. Jestem nic nie wartą własnością śmierci a ty z litości mnie uwolnisz.
-Źle mnie zrozumiałaś.
-Przeciwnie. Aż za bardzo.
-Zuza.. nie chodzi o to że jesteś własnością Śmierci i dlatego mnie nie interesujesz jako dziewczyna. Po prostu.. ja jestem inny od chłopaków których poznałaś. Można powiedzieć że boję sie związku z jakąkolwiek dziewczyną..
-To dlaczego mnie pocałowałeś?
-Nie wiem.. Działałem impulsywnie..
-Wyjdź.
-Zuza..
-Wyjdź chcę zostać sama.
-Dobrze. Jak coś to jestem obok.
Wyszedłem i poszedłem do Dereka. Muszę z nim porozmawiać. Nie wiem co się ze mną dziej.
-Dzień dobry. I smacznego.-powiedziałem podając jej jedzenie.
-Dziękuje. Wyspałeś się?
-Nie spałem. Ale nie jestem zmęczony.
-Nie mogłeś przeze mnie spać?
-Nie to nie twoja wina.
-No dobrze.
Patrzyłem jak je. Czerpałem sam z tego przyjemność. Tak jakbym sam jadł. W nocy było podobnie. Patrząc jak śpi czułem się tak jakbym sam spał i śnił. To było przyjemne uczucie. Nigdy przedtem nie miałem tak. Tak jakby to że ona żyje dawało mi energię. Musiałem o to zapytać Dereka. Ciekawe czy to normalne.
Nagle do pokoju wszedł Derek.
-Jedziemy. Zbierajcie się.
-Gdzie jedziemy?
-Daleko. Muszę coś załatwić a my i tak nie możemy jak na razie się zatrzymać nigdzie. Śmierć nie śpi i czeka tylko na właściwą chwile.
-Chce mnie zabić?
-Z pewnością tak.
-Zabije mnie?
-Nie dopuszczę do tego. Nie tym razem.
O nic więcej nie pytałem.
Chwile później już jechaliśmy. Zadzwonił mój telefon. Dzwonił tata.
-Nie odbieraj.-odparł Derek.
-Muszę. Może nie jest to mój biologiczny ojciec ale to on mnie wychowywał.
Odebrałem.
-Scott gdzie ty u licha jesteś?
-Daleko musiałem wyjechać. Nie martw się. Jestem.. Bezpieczny.
-Wracaj do domu.
-Nie mogę. Na razie nie mogę.
-Synu.. Nie zrób nic głupiego.
-Znasz mnie. Będę dawał zna że żyje. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.. Synu.
Rozłączyłem się.
-Nic nikomu nie mówcie. Z nikim o tym co się dzieje nie rozmawiajcie.
-Dobrze.
Spojrzałem na Zuze siedzącą z tyłu. Bala się. Ja sie nie bałem. Obronię ją..
Dwa dni później byliśmy już daleko. Zatrzymaliśmy sie w domu który należał do Dereka.
-Na górze macie dwa pokoje. Zostaniemy tu parę dni. Nigdzie nie chodźcie. Nigdzie nie jest bezpiecznie.
-Jeśli nigdzie nie jest bezpiecznie to dlaczego mamy siedzieć w domu?-zaśmiałem się wchodząc z Zuzą po schodach.
Na górze Zuza wybrała pierwszy pokój a ja drugi. Usiadłem na łóżku jednak szybko wstałem i poszedłem do Zuzy.
-Jak tam?-zapytałem.
-Nie wiem.. Niby dobrze.
-Dziś też mam spać z tobą?-zapytałem z uśmiechem.
-Jak chcesz.-odparła.
Uśmiechnąłem się. Nie wiem co we mnie wstąpiło.. ale.. pocałowałem ją.
Było świetnie jednak szybko przerwałem.
-Przepraszam.-powiedziałem.
-Nie masz za co..
-Mam. Nie powinienem.
-Śmierć mi o tym mówiła.
-O czym?-przymrużyłem oczy.
-O pożądaniu które odczuwacie.
-Nie czuje nic takiego..
-Jak na razie..
-Słuchaj.. Nigdy nie pociągała mnie żadna dziewczyna. Sam nie wiem dlaczego cie pocałowałem.. ty jesteś inna jednak to nie zmienia faktu iż jestem Następcą Śmierci a ty jesteś jej własnością. Uwolnię cię od tego a potem.. bezpieczniejsza będziesz z dala ode mnie. I nie chodzi o pożądanie. Przy mnie zawsze będzie niebezpiecznie.
-Aha. Sprawa jasna. Jestem nic nie wartą własnością śmierci a ty z litości mnie uwolnisz.
-Źle mnie zrozumiałaś.
-Przeciwnie. Aż za bardzo.
-Zuza.. nie chodzi o to że jesteś własnością Śmierci i dlatego mnie nie interesujesz jako dziewczyna. Po prostu.. ja jestem inny od chłopaków których poznałaś. Można powiedzieć że boję sie związku z jakąkolwiek dziewczyną..
-To dlaczego mnie pocałowałeś?
-Nie wiem.. Działałem impulsywnie..
-Wyjdź.
-Zuza..
-Wyjdź chcę zostać sama.
-Dobrze. Jak coś to jestem obok.
Wyszedłem i poszedłem do Dereka. Muszę z nim porozmawiać. Nie wiem co się ze mną dziej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz