sobota, 8 sierpnia 2015

Od Zuzi

 Wstałam rano i złapałam prostownicę do ręki. Odwinęłam czarny kabel który był zawinięty wokół urządzenia i podłączyłam do kontaktu. Czekałam chwilę, aż się nagrzeje. Oczywiście, niszczę swoje włosy... ale czy mnie to w ogóle obchodzi?
  Zawsze byłam tajemnicza, nigdy nie mówiłam o swoich planach, marzeniach... A mam ich sporo. Chcę zwiedzić całe USA... zrobię to. Kiedyś.
  Mama płakała... znowu. Kiedy widziałam jak ma łzy w oczach od razu posmutniałam. Poszłam do niej, do pokoju obok i usiadłam obok.
-Co się stało mamo? Uderzył cię? - spytałam łagodnie.
-Nie... wysłałam go na terapię... policja podejrzewa go o handel narkotykami, zamknęli go.
-To dobrze. - ucieszyłam się. - Przecież będziesz bezpieczna.
-Chodzi mi o twoje dobro.
-Wiem,wiem... ale teraz będzie tylko lepiej.
-Mam kogoś nowego, wiesz?
-Tak? - zdziwiona usiadłam obok niej.
-Tak... znalazłam sobie kogoś... w pracy.
  Mama ma firmę kosmetyczną w Seattle. Zarabia sporo, pewnie poznała kogoś od Gwen, jej przyjaciółki która płaci mi w swojej kawiarni.
-Fajny jest?
-Tak... czekałam aż twój ojciec się stąd wyniesie. Teraz będę sporo w Seattle... ale tutaj będę w tygodniu... na weekend wyjeżdżam.
-No... dobrze. Ważne, że jesteś szczęśliwa. - uśmiechnęłam się i przytuliłam mamę.
  Wróciłam do pokoju. Czyli mama płakała ze szczęścia? Dobrze. Ojca za szybko nie wypuszczą... jeden problem mniej. Chociaż to nie koniec kłopotów z tatą... Tak myślę.
  Prostowałam włosy i czekałam aż Cassidy da mi cynk, że już jest pod domem. Myślałam o marzeniach... czy je kiedyś spełnię? Skąd. Utknę tutaj albo w Seattle lub Nowym Jorku.
  Kiedy byłam gotowa wzięłam jedną z moich toreb na ramię i gotowa wyszłam z domu. Zaraz obok mieszkał niejaki Scott. Był z mojej szkoły, znała go większość. Raczej nie zwracaliśmy na siebie dużej uwagi, chociaż mieliśmy okno w okno.
  Gdy wyszłam z domu przede mną zobaczyłam Cass w swoim czarnym bmw. Spojrzałam w prawo. Tak, Scott właśnie wyjeżdżał swoim motorem do szkoły. Wsiadłam szybko do samochodu, gdy zobaczyłam że chwilowo na mnie zerknął. Schowałam się w samochodzie przyjaciółki i kazałam ruszać.
  W szkole? Klasyk. Michael, Luter i Finn znów mi dokuczają, ale dziś udało mi się im postawić. Chyba odejście ojca wpłynęło na mnie znacząco. Zaczęłam być normalna, zaczęłam być szczęśliwa. Odeszłam od szafki, odwróciłam się i walnęłam w kogoś. Cholera! Ledwo co nie wypuściłam książek z rąk...!
-Uważaj jak łazisz! - warknęłam aż sama siebie zaskoczyłam. - Przepraszam... moja wina.. - spojrzałam w górę.
  Scott ze swoim kolegą. No jasne.
  Z uśmiechem na twarzy uniósł brwi i spojrzał się na mnie z góry.
-Skąd ta agresja?
-Przepraszam. - powtórzyłam głośniej.
-Nic się nie stało. - nadal się uśmiechał.
  Zmierzyłam go, spuściłam wzrok i nic nie powiedziałam.
-Muszę iść... - mruknęłam speszona.
  Najbardziej nieśmiała dziewczyna w szkole.. co za kompromitacja. Nawet przed nieznajomym sąsiadem.
-Czekaj. - zatrzymał mnie Scott.
-Śpieszę się. - nawet na niego nie patrzyłam.
-Jak masz na imię? Nie ładnie tak się nie przedstawić.
-Myślę, że ta informacja jest niepotrzebna dla ciebie, Scott.
-Ty moje znasz...
-Jesteśmy sąsiadami... twój tata czasem głośno cię woła... - spojrzałam na niego w końcu ale tylko na chwilę. - Pa.
  Zniknęłam mu z oczu jak najszybciej mogłam. Cass dopadłam za rogiem jak wchodziła do sali. Jednak gdy po dzwonku wyszłam sama, dopadł mnie Michael i jego dwóch uroczych kolegów.
-Przygotuj się.
-Na co? - spytałam.
-Jesteś potrzebna. Mi jesteś potrzebna.
-O co chodzi? Mam ci pomóc? - parsknęłam.
-Po pierwsze, trochę szacunku. Po drugie... jeśli wypełnisz moje zadanie to wtedy dam ci spokój i zapewnię bezpieczeństwo w szkole.
-To dla mnie nie jest ważne...
-Nie? A może wyjawię wszystkim sekret o twoim ojcu? Na pewno w szkole będzie nowy temacik...
-Skąd wiesz...? - spanikowałam.
  Byłam osobą która mogła szybko się załamać... nawet błahostki mogą mnie złamać. Ale ten mały nieistotny fakt może mnie zniszczyć.
-Nie ważne. - uśmiechnął się. - Pogadamy za dwa dni.
  Przerażona poszłam w swoją stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz