piątek, 7 sierpnia 2015

Od Zuzi

 Obudziłam się, a raczej zrobił to mój ojciec który jak zwykle przed pójściem do pracy musiał krzyczeć i tłuc butelki po alkoholu. Moja mama biegała za nim i uspokajała go na różne sposoby, ale on i tak robił to co robi najlepiej - narzekał i tłukł co popadnie, potem jak wychodził moja mama musiała to sprzątać, czasem jej pomagałam ale teraz w czasie dni szkolnych trudno mi jest wszystko poukładać.
  Pakowałam się do szkoły, przyszykowałam swoje ubrania i byłam gotowa do wyjścia. Nie jadłam w domu do puki ojciec siedział w salonie. O ósmej dziesięć wychodził do pracy a ja musiałam wychodzić o siódmej pięćdziesiąt i iść do szkoły, która była całkiem niedaleko. Często przyjeżdżała po mnie Cassidy, moja przyjaciółka. Jest cheerleaderką, zabujana w moim bracie po uszy. Za nią biegają tłumy, ma długie blond włosy ładną buzię... czego jej zazdrościć? Mądra też jest. Ale niedostępna jak cholera. 
  Akurat zadzwoniła, odebrałam telefon trzymając w ręku portfel, który miałam włożyć do plecaka. Cass pytała się czy wszystko w porządku, zawsze miałam w niej wsparcie, ona jedyna wiedziała jak u mnie w domu zwykle bywa. 
-Tak Cass, zaraz wyjdę z domu.
-Przyjadę po ciebie.
-Nie, to nie jest dobry pomysł... Nie przyj... 
  Rozłączyła się? 
-Rozłączyła się. - parsknęłam i włożyłam telefon do kieszeni w spodniach. 
  Teraz czekała mnie przymiarka dobrych ubrań. Stać mnie było na jedzenie, dobre ubrania i kosmetyki, generalnie wydawałam je mądrze, a nie na jakieś drogie pudry i tusze do rzęs, miałam ich dosyć u siebie. Wolałam dysponować swoimi zarobionymi pieniędzmi dobrze. Tak, zarabiam. W pobliskim barze, gdzie niestety bywają moi dręczyciele i różni inni ludzie. Ja tam tylko stoję za barem, nalewam piwo... pracuję po prostu jako barmanka. Dostaję sporą kasę, przyjaciółka mojej mamy jest właścicielką, ma kilka barów w mieście, a z uwagi na problemy rodzinne daje mi sporo. 
  Usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko wybiegłam z pokoju, pocałowałam moją mamę w policzek. Nie płakała, to dziwne. W ogóle dziwiłam się temu, że jest z moim ojcem. Nie boi się go, ale ja wręcz przeciwnie. Jest nieobliczalny, może mnie poważnie pobić, jak zrobił to dwa dni temu gdy podniosłam na niego głos za uderzenie mamy w twarz. Może zrobić mi o wiele gorszą rzecz... wolę o tym nawet nie myśleć. 
-Trzymaj się mamo, kocham Cię. 
-Ja Ciebie też skarbie. - uśmiechnęła się słabo i wyszła z kuchni. 
  Mój ojciec widząc mnie krzyczał, żebym zaczekała. Wyzywał mnie od najgorszych, ale zdyszana bieganiem po schodach złapałam klamkę i otworzyłam drzwi. Przede mną stała Cassidy. 
-Hej... - zaskoczona zapomniałam o tym, jak ojciec z tyłu zaczyna mnie wyzywać. 
-Niech pan się od niej odczepi, dobrze?! - krzyknęła Cass do mojego ojca. - Już,już, idziemy.
  Zamknęłam drzwi nie słuchając nawet ojca. Cass bała się go tak samo jak ja, raz chciał ją zgwałcić. Tak... to chore. Jednak nie zgłoszę tego nigdzie bo będzie afera. Cass też powiedziała, żebym nie mówiła o niczym nikomu. Chociaż przed próbą gwałtu nalegała na to, by komuś powiedzieć. Ale nie mam komu. Jest tylko moja przyjaciółka, nie wyśmieje mnie ani nie rozpowie na całą szkołę, na całe miasteczko Mystic Falls. Łatwo się tu rozchodzą ploty, wolę nic nikomu nie rozpowiadać o swoich problemach. Poradzę sobie... chyba. 

  W szkole było tak jak zwykle. Chodzę tu dwa tygodnie a już każdy przypiął mi ksywę kujonki, tej brzydkiej i nieatrakcyjnej. Przepraszam cały świat i uczniów w tej szkole,że nie ubieram się jak 90% dziewczyn w tej szkole. O co mi chodzi? Krótka spódniczka/sukienka, krótkie spodenki aż tyłek im wypływa, bluzki z takim dekoltem, że cyckami to one mogą oczy powybijać chłopakom. Można by powiedzieć, że jestem tą NORMALNĄ, a nie tą, która się sprzedaje ładnym uśmieszkom, dzięki tyłkowi czy cyckom. 
  Podeszłam do szafki z Cassidy. Na deskorolkach podjechało trzech chłopaków, głównie zaliczam ich do szkolnych debilów, którzy myślą, że są groźni. Wybierają sobie tych słabszych, w tym mnie. Inne dziewczyny się stawiają albo są zajęte. Te w związkach nie muszą się przejmować takimi kretynami, nie będą zarywać, bo dostaną po swojej pięknej twarzyczce. 
-Uuuuuuuwaga bo jedzie wasz król, ciemnoty! Złaź z drogi ślicznotko! A ty weź mi przynieś colę... oooooo! Moja słodka ulubiona Zuzanna L.! 
  Wszyscy zaczęli wlepiać we mnie oczy, jakbym była pierwszą, na której publicznie się wyżywa. 
-Odczep się Michael. - warknęła zła Cass.
-Panna cheerleaderka niech się nie wtrąca.
-Bo co jej zrobisz? - wtrącił się mój brat. 
  Pewnie! Ważniejsza jest moja przyjaciółka niż własna siostra. Chodzi o to, że o mnie nigdy się nie martwi. Tępak... 
-Jeszcze pogadamy. - spojrzał na mnie i odjechał.
-W porządku? - spytał Sky kierując wzrok na Cassidy. 
-Ta. - warknęła i zwróciła wzrok na mnie. 
-To pa Cass... pa siostrzyczko. 
-No pa. - uśmiechnęłam się za nim i spojrzałam na przyjaciółkę. - Nadal ma mnie w nosie.
-Nie mów tak. 
-A ten pieprzony Michael i jego trzech przyjaciół... cholera! 
-Nie tak ostro, wyrażaj się! - uśmiechnęła się do mnie. 
  Wyjęłam książki i przełożyłam do torby.
-Nienawidzę ich. 
-Teraz będą wszyscy plotkować... 
-Wiem, taką sobie modę znaleźli. Plotkowanie o dręczonej dziewczynie. A niech spadają.
-Musisz się mu postawić.
-Boże, nie! Tylko nie to. Wiesz, że mnie zamorduje. 
-Przesadzasz.
-Nie! Mam rację. Jeszcze wrócę do domu... 
-Nie myśl o tym, okej? Chcesz iść do mnie?
-Nie, z moim stanem psychicznym na razie jest dobrze. Muszę wspierać mamę. Mój ojciec podniesie na mnie rękę, byle nie na mamę. 
-Postaw się Michowi! 
-Nie ma opcji. Nienawidzi mnie. 
-Nienawidź go tak samo jak on ciebie. 
  Dzwonek. 
-Musimy iść. - uciekłam od tematu.
-Może weź udział u mnie jako cheerleaderka? 
-Tak, żeby mnie wyśmiali na pół miasta. Wolę siedzieć cicho. 
-To źle!
-Cass! Lekcje czekają.
-Jesteś nowa, chodzisz tu dwa tygodnie, jeszcze nie znają cię wszyscy! 
-Koniec tematu. - skwitowałam i weszłam do sali zdenerwowana. 
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz