środa, 30 września 2015

Od Zuzi

  Siedziałam na drzewie tak dobrą godzinę a potem gdzieś w głębi lasu usłyszałam wołanie.
-Zuza!!! Boże... Zuza gdzie Ty jesteś?!
-Zuzia!!!
-Cholerna rodzinka się znalazła. - szepnęłam. - naprawdę chciałabym Cię zobaczyć Scott... - szepnęłam.
-Boże... Zuza! Idę po ciebie! - krzyczał brat.
-Wal się. - odkrzyknęlam.
-Odzywaj się do brata! - mówi ojciec.
-Sram na to. - westchnęłam.
  Zeszłam z tego drzewa na ziemię zdenerwowana reakcją swojej rodziny jakbym była nędznym młodzikiem, małym ptaszkiem który nie umie latać a wzbił się na sam szczyt by wyfrunąć choć na chwilę z klatki... a oni nic nie rozumieją i wszystko psują.
  Brakuje mi szczęścia na które juz nie mam najmniejszych szans. Brakuje mi Scotta przy którym pewnie ukrywałabym chorobę ale byłabym szczęśliwa nawet w swojej cholernej chorobie.
  Mój brat był ze swoją narzeczoną... której Nienawidziłam. Mój brat jest realistą, jako jedyna osoba w tej rodzinie coś osiągnął. W sensie... ma dwadzieścia dwa lata i juz założył firmę nawet nie starając się za bardzo na studiach choć tam ma wybitne osiągi. Wstydzi się nas, naszej rodziny, dlatego nie chce nigdzie z nami chodzić, na przyjęcia czy do restauracji. Kiedyś tak wychodzilismy a teraz wszystko się sypnęło. Przez moją chorobę wszystko jest źle.
- Co tam Zuza? - spytała narzeczona brata gdy weszłam do domu.
  Nie odezwałam się, tylko spojrzałam na tę sukę jakbym chciała ją zabić a wtedy wszedł mój brat.
- Ooo... widzę, że się polubiłyście. - skomentował brat.
- Cholernego masz pecha, Alex. - powiedziałam i ruszyłam do swojego pokoju.
  Potem wszedł tata mówiąc mi ze lekarz chciałby mi przestawić sytuacje postępu choroby. Zgodziłam się ten ostatni raz na wizytę u lekarza... ale i tak nie zacznę leczenia. Umrę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz