piątek, 25 września 2015

Od Zuzi

-Cassidy? Co Ty tu do cholery robisz? - wstałam z łóżka i spojrzałam na przerażoną przyjaciółkę - Chodź, jesteś cała lodowata! Ogrzej się...
  Okryłam ją kołdrą i zajęłam się przyjaciółką.
-Za...Zabrali mnie... Napadli... jakaś grupa chłopaków... wyskoczyła z samochodu i napadli na mnie... na moich rodziców... mama uciekła i zadzwoniła po policję ale mnie już nie było... zabrali mnie... tata leżał nieprzytomny...
-Cass... wyciągnę nas z tego koszmaru, obiecuję.
-Przysięgasz...?
-Tak. Ja zawsze dotrzymam słowa. - szepnęłam i przytuliłam przyjaciółkę.
-Ja nie chcę tu być...
-Coś Ci złego zrobili?
-Nie. Ale pobili mnie. - spojrzała na moje dłonie i nogi - Ciebie też...?
-Tak, ale nie przejmuj się tym, zgoda?
-No... okej...
  Do pokoju wszedł Iwo. Miał w ręku tę samą broń, którą zawsze trzymał przy sobie. Uśmiechnął się do mnie i Cass. Objęłam ramieniem przyjaciółkę pokazując, że nie pozwolę jej skrzywdzić. Była mi jak siostra, w tym momencie wiedziałam, że muszę o nią dbać... nie ważne, za jaką cenę.
-Idziesz ze mną Zuz.
-Po co?
-Mamy niespodziankę dla ciebie.
  Przytuliłam przyjaciółkę, która złapała mnie mocniej gdy zaczęłam ją powoli puszczać. Posłałam jej spojrzenie, że wszystko będzie dobrze, że wrócę i wszystko będzie dobrze... że ona jest bezpieczna. Zadbam o nią tak jak powinnam.
  Wstałam z łóżka i poszłam z Iwem. Zeszłam na dół do piwnicy, której nie miałam jeszcze okazji zobaczyć, przeszłam przez wielkie, stalowe drzwi. Ukazał się przede mną korytarz. Nie był jakoś specjalnie duży... weszło za nami dwóch uzbrojonych mężczyzn. Nie wiem czemu byłam obstawiona przez uzbrojone tajemnicze służby. Ale mieli czarne maski, jak z FBI. Ale po prawej stronie mieli dziwne napisy, może to jakaś tajemnicza korporacja czy coś?
  Iwo wyjął z kieszeni klucz i poszedł przed siebie, sześć kroków za nim poszłam ja wraz z dwójką ochroniarzy. Iwo włożył klucz do zamka, a następnie obok w ścianie wysunęła się klapa z jakby szablonem jakiejś dłoni. Iwo przyłożył swoją w to miejsce, światełko nad klapą zaświeciło się na zielono trzy razy, a wielkie, metalowe drzwi szybko wysunęły się i mogliśmy przejść.
  Piwnica zmieniła się w jakiś podziemny budynek. Ludzie w nim mieli czerwone oczy, czyli to były demony lub wampiry. Podejrzewałam bardziej demony. Iwo pchnął mnie dalej, gdy zatrzymałam się obserwując jakąś przeprowadzaną operację na człowieku, który nieprzytomny leżał na łóżku operacyjnym.
  Ubrałam jakby szpitalną piżamę, taka biała, przypominała coś na wzór starych czasów z wariatkowa... Aż mną wstrząsnęło. Poszłam przed siebie, gdzie prowadził Iwo. Weszłam do pomieszczenia, wyglądała jak sala przesłuchań na komisariacie policji. Usiadłam na wskazane miejsce przez dziwnego faceta w czarnym garniturze. Nagle z krzesła na którym usiadłam wysunęły się jakieś metalowe coś, co zablokowało moje ręce i nogi. Spojrzałam się przerażona na mężczyznę, a on spokojnie usiadł naprzeciwko, wyjął jakiś nieznajomy mi przyrząd, który położył po swojej lewej stronie i nacisnął guzik. Po kilku sekundach zadziałało to jak projektor, ale nie taki zwykły. Ten był w jakiś sposób magiczny, bo nie pokazywał obrazu na ścianie czy na jakimś płótnie, czy czymkolwiek. Wyświetlił jakieś cyfry, napisy, informacje, a potem moje zdjęcie które nie wiem kiedy było zrobione. To wszystko pokazywało się w powietrzu. Wpatrywałam się to w nieznane magiczne coś i w nieznajomego mężczyznę.
-A więc zgadzasz się na ten wywiad? - spytał mężczyzna - Nie bój się. Ja jestem Zed.
  Milczałam.
  Spojrzałam w prawo, za szybą stał Iwo z tamtymi ochroniarzami.
-Czy to jakieś przesłuchanie...? Ja nic nie zrobiłam...
-Chcę ci pomóc.
-Ale to oni mnie porwali...
-My cię ratujemy.
-Kim jesteście?
-To ja zadaję pytania, ty masz milczeć i odpowiadać gdy ci pozwolę.
  Wykonałam polecenie. Myśl o dobru Cass...
-Gdy zrobisz coś źle i nie będziesz współpracować, zapłaci za to twoja przyjaciółka Cassidy. Rozumiesz?
  Mówił bardzo spokojnie, jednak to nie działało na mnie kojąco. Kiwnęłam głową, że rozumiem i wpatrywałam się w trzydziestoletniego Zeda.
-A więc... wyjaśnię tyle, że zostałaś nam przekazana przez Christiana, pana śmierci. Pewnie się zastanawiasz... czemu? Ponieważ było to prostsze. Już do niego nie należysz. Oddał cię nam byśmy wmusili ci znienawidzenie pewnej osoby, którą znasz... nazywa się Scott...
-Nie mieszajcie go w to... błagam...
-Kochasz go? - spytał Zed.
  Milczałam.
-Pamiętaj co mówiłem. Musisz współpracować.
-Kocham.
-Wyobraź sobie, że gdy mówisz,że go kochasz czujesz takie coś...
  Nagle poraził mnie prąd, co potem przerodziło się w ogromny ból całego mojego ciała.
-Nie... ja go kocham...
-Współpracuj. Wtedy nie stanie się nic Cass.
-Ale Scott...
-Ech... Słoneczko... słodziutka Zuziu... pamiętaj, że Scott też za to zapłaci. Nie puścimy mu tego płazem.
-Jeśli... będę... was słuchać...?
-To nic mu się nie stanie.
-Dobrze...
-Pomyśl, że go nienawidzisz. Że gdy go sobie przypomnisz chcesz go zabić.
  Nie mogłam tak myśleć.
  Nagle poraził mnie prąd, ale milion razy mocniejszy a ból po tym był niewyobrażalnie silny.
-Nie chcemy Scotta. Pamiętaj, że on cię nie uratuje.
-Dajcie mi spokój...
-O nie,nie. Moja droga, to się dopiero zaczyna. - szepnął.
  Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech, a potem mnie zabrali gdzieś... znów do mojej przyjaciółki Cass...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz