Ja nie miałam nic, już dawno temu straciłam to co było moje. W sumie jestem jakby wrakiem człowieka. Teraz przekraczamy granicę. Tu zmieniają się zasady. W Niemczech na przykład zmieniają się o tyle, że jesteśmy nieosiągalni nawet dla Christiana. Śmierć oczywiście ma dobre układy z piekłem, ale i tak są takie a nie inne zasady, szanują się nawzajem.
Zrobiliśmy postój. Zatrzymaliśmy się w jakimś niewielkim domu. Wszystkie siedem dziewczyn musiało usługiwać całej piątce porywaczy. Iwo siedział wygodnie na masce samochodu towarowego, patrzył się na mnie pożądliwie. Braun, jeden z porywaczy, podszedł do Ivy i klepnął ją w tyłek, ona nic nie powiedziała, drgnęła tylko i nic nie mówiła. Ja miałam najlżejsze i najszybsze zadanie które co prawda specjalnie przedłużałam. Wieszałam zasłony na okna, tak kazała Lena. Była jedyną dziewczyną, ale przywiązywała wagę do wyglądu danego pomieszczenia w którym się zatrzymywaliśmy.
Spojrzałam na Iwa, nie spuszczał ze mnie wzroku.
Cholera.
Nie mogłam uciec, to było najgorsze co sobie w tym momencie uświadomiłam. W końcu Lena pogoniła mnie do pokoju, uderzyła kijem golfowym który trzymała w ręku i ze śmiechem patrzyła jak pobiegłam na górę zapłakana. Każda z nas siedziała w tym opuszczonym dopiero co domu, w jednym pokoju były po dwie dziewczyny, ja byłam z Ivy.
Pobiegła za mną. Usiadła obok mnie na łóżku i patrzyła się na mnie smutna, zmartwiona i przerażona.
-Nie płacz...
-Widziałaś to?! Uderzyła mnie kijem golfowym! Oni są nienormalni...
Usiadłam naprzeciwko niej miętosząc w rękach poduszkę.
-Będzie dobrze Zuza...
-Będzie dobrze?! - parsknęłam - Zabierają nas do Niemiec do Berlina do jakiegoś domu publicznego! Będą nas obmacywać niewyżyci mężczyźni, Ivy!
-Gabi jest zadowolona...
-Gabi jest seksoholiczką! I przy okazji jest tępa jak nie wiem co.
-Uciekniemy stąd.
-Mam już siniaka na policzku, widzisz? - wskazałam na zaczerwienione, samo koloryzujące się już miejsce uderzenia. - Nigdy nie zejdzie...
-Kiedyś tam zejdzie. Zuza, musimy im zabrać telefon, zadzwonić...
-Mam swój, tylko,że wszędzie porozstawiali kamery, tylko nie w tym pokoju... ale...
-To bierz i dzwoń do kogoś!
-Boję się, na pewno policja nasz szuka.
-Szukać to na pewno szuka, chodzi o to, że trudno nam będzie tam przeżyć... wiesz... w tym Berlinie...
-Przestań o tym tak mówić pozytywnie bo oszaleję! - krzyknęłam i wybiegłam z domu.
Trafiłam na Iwa, złapał mnie i ściągnął na dół do piwnicy. Zaczął mnie rozbierać, dobierał się do mnie a ja krzyczałam. W końcu wyrwałam się mu i kopnęłam go w czułe miejsce. Jęknął, ale szybko się podniósł i widziałam tylko jego czerwone, przepełnione złością i bólem oczy.
Kopał mnie, bił, rzucał... byłam jak worek treningowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz