piątek, 18 września 2015

Od Zuzi

  Kierowca który swoją drogą był ''szefem'' całej tej gromadki młodych ludzi którzy byli najwidoczniej na zawołanie samego diabła. I tak, tu mam rację. Oni sami są posłańcami piekieł - są demonami. My i cała nasza grupa ma nad sobą jakby nie możliwą do zniesienia tarcze, co utrudnia, wręcz uniemożliwia komuś o nadprzyrodzonych zdolnościach dowiedzieć się, gdzie aktualnie się znajdujemy. Ja już odpuściłam sobie wszelkie starania, coś we mnie po prostu pękło już miesiąc temu, gdy Christian wydał mnie tym ludziom. Siedem dziewczyn które były ze mną emanowały niepokojem i strachem, a także tęsknotą za rodziną i przyjaciółmi, swoim domem.
  Ja nie miałam nic, już dawno temu straciłam to co było moje. W sumie jestem jakby wrakiem człowieka. Teraz przekraczamy granicę. Tu zmieniają się zasady. W Niemczech na przykład zmieniają się o tyle, że jesteśmy nieosiągalni nawet dla Christiana. Śmierć oczywiście ma dobre układy z piekłem, ale i tak są takie a nie inne zasady, szanują się nawzajem. 
  Zrobiliśmy postój. Zatrzymaliśmy się w jakimś niewielkim domu. Wszystkie siedem dziewczyn musiało usługiwać całej piątce porywaczy. Iwo siedział wygodnie na masce samochodu towarowego, patrzył się na mnie pożądliwie. Braun, jeden z porywaczy, podszedł do Ivy i klepnął ją w tyłek, ona nic nie powiedziała, drgnęła tylko i nic nie mówiła. Ja miałam najlżejsze i najszybsze zadanie które co prawda specjalnie przedłużałam. Wieszałam zasłony na okna, tak kazała Lena. Była jedyną dziewczyną, ale przywiązywała wagę do wyglądu danego pomieszczenia w którym się zatrzymywaliśmy. 
  Spojrzałam na Iwa, nie spuszczał ze mnie wzroku. 
  Cholera. 
  Nie mogłam uciec, to było najgorsze co sobie w tym momencie uświadomiłam. W końcu Lena pogoniła mnie do pokoju, uderzyła kijem golfowym który trzymała w ręku i ze śmiechem patrzyła jak pobiegłam na górę zapłakana. Każda z nas siedziała w tym opuszczonym dopiero co domu, w jednym pokoju były po dwie dziewczyny, ja byłam z Ivy. 
  Pobiegła za mną. Usiadła obok mnie na łóżku i patrzyła się na mnie smutna, zmartwiona i przerażona. 
-Nie płacz...
-Widziałaś to?! Uderzyła mnie kijem golfowym! Oni są nienormalni... 
  Usiadłam naprzeciwko niej miętosząc w rękach poduszkę. 
-Będzie dobrze Zuza...
-Będzie dobrze?! - parsknęłam - Zabierają nas do Niemiec do Berlina do jakiegoś domu publicznego! Będą nas obmacywać niewyżyci mężczyźni, Ivy!
-Gabi jest zadowolona...
-Gabi jest seksoholiczką! I przy okazji jest tępa jak nie wiem co. 
-Uciekniemy stąd.
-Mam już siniaka na policzku, widzisz? - wskazałam na zaczerwienione, samo koloryzujące się już miejsce uderzenia. - Nigdy nie zejdzie...
-Kiedyś tam zejdzie. Zuza, musimy im zabrać telefon, zadzwonić...
-Mam swój, tylko,że wszędzie porozstawiali kamery, tylko nie w tym pokoju... ale...
-To bierz i dzwoń do kogoś!
-Boję się, na pewno policja nasz szuka.
-Szukać to na pewno szuka, chodzi o to, że trudno nam będzie tam przeżyć... wiesz... w tym Berlinie...
-Przestań o tym tak mówić pozytywnie bo oszaleję! - krzyknęłam i wybiegłam z domu.
  Trafiłam na Iwa, złapał mnie i ściągnął na dół do piwnicy. Zaczął mnie rozbierać, dobierał się do mnie a ja krzyczałam. W końcu wyrwałam się mu i kopnęłam go w czułe miejsce. Jęknął, ale szybko się podniósł i widziałam tylko jego czerwone, przepełnione złością i bólem oczy. 
  Kopał mnie, bił, rzucał... byłam jak worek treningowy. 
  Uciekłam ledwo co stając na nogi, zamknęłam się w pokoju i cała posiniaczona czekałam na przybycie swojej przyjaciółki Ivy... Drzwi się otworzyły, spojrzałam się w stronę wchodzącej Ivy, ale zamiast niej zjawiła się cała posiniaczona dawna przyjaciółka... Cassidy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz