Dni mijały a ja czułem sie tak jakby zabrano mi sens życia. Derek był cały czas przy mnie... zmieniałem się. Powiedział mi że jestem teraz chimerą. Co to takiego? To taki miks wszystkich istot nadnaturalnych. Jestem wampirem, wilkołakiem, Śmiercią i jeszcze czymś tam czego nie ogarniam. Trochę sporo tego. Czułem pustkę w sercu. Zuza odeszła.. Nie mogłem tego znieść. Musiałem ja odzyskać. Jednak Derek kategorycznie zabraniał mi działać. Twierdził że muszę opanować to czym sie stałem i nadal staje. A ja nie chciałem być tym. Wolałem być normalnym człowiekiem z normalnymi ludzkimi problemami.
-I co teraz jako że jestem też wampirem to będę spał w trumnie w czasie dnia a w nocy latał po lesie jako wilkołak? -burknąłem.
-Nie. Wampiry nie śpią w trumnach jednak światło dnia będzie ci dokuczać. Nie będziesz biegał każdej nocy jako wilkołak ale pełnia będzie wyzwalać w tobie wilka. Oczywiście poza pełnią też będziesz mógł sie przemieniać. Będziesz nieludzko szybki, zwinny. Lepszy słuch, węch i wzrok. Jest sporo zalet ale i są wady.
-Ja widzę jedną.. największą. Nie jestem człowiekiem!
-Masz humorki jak baba. Taki sie naprawdę urodziłeś. Od przeznaczenia nie ma ucieczki.
-W takim razie nie powinienem się urodzić. Było by o wiele lepiej.
Derek pokręcił głową i wyszedł z pokoju... a raczej piwnicy która robiła za mój pokój.
Co zasnąłem to śniła mi się Zuzanna. Musiałem ją uwolnić. Za wszelką cene. Kiedyś Derek powiedział mi że jako następca Śmierci mam z nia silny kontakt mentalny.
Derek gdzieś wyszedł. Wyczułem to. Zamknąlem oczy i skupiłem się. Przeniosłem swojego ducha do miejsca gdzie był mój wróg.
-Scott nie spodziewałem się że mnie odwiedzisz jeszcze.
Zuzanny nie było w pobliżu.
-Chce zawrzeć z tobą pakt.
-Interesujące... Mów dalej.
-Ja za Zuzanne. Onna nie jest ci potrzebna. A ja jestem ciągłym zagrożeniem dla ciebie jako twój następca. Ty obiecasz że nigdy nie ruszysz Zuzy, zostawisz ją w spokoju. A ja oddam się w twoje ręce i odstąpie od zastąpienia twojego miejsca.
-Jesteś zabawny i głupi jednak szlachetny także.
-To jak?
-Jesteś gotowy podpisać cyrograf ze Śmiercią skazując siebie na wieczne potępienie by jedna dziewczyna.. Mogła byś wolna i szczęśliwa?
-Tak jestem gotowy.
-Za dwa dni w starej katedrze. Masz byś sam. Nikomu nic nie mów. Tak sie spotkamy. Równo o północy.
-Dobrze.
-Do zobaczenia szlachetny Scott'cie.
-Do zobaczenia...
Znikłem wracając do swojego ciała. Tak było lepiej... Poświęce się dla wyższego celu. I tak byłbym beznadziejną Śmiercią-chybrydą. A tak.. Przynajmniej zginę dla kogoś. Kogoś... Kto jest dla mnie ważniejszy niż życie. Dla Zuzanny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz