Siedziałam w fotelu przyglądając się jak mama wpatruje się we mnie z szerokim uśmiechem. Jednak mi wybaczyła błędy przeszłości... albo udaje, bo jestem chora...
-Może Ty jej przemówisz do rozsądku...
-A co jest? - spytała zdziwiona mama - Coś nie tak?
Spojrzała na ojca jakby chciała go zabić samym wzrokiem. Nienawidzi go, a mój ojciec jej... tylko co takiego mogło się stać między nimi? Zresztą co mnie to.
-Jest chora na...
-Tato! - krzyknęłam zła.
Poderwałam się z krzesła.
-Musiałem jej powiedzieć to twoja matka!
-Mam to w dupie. Wychodzę.
Wściekła wybiegłam z domu ignorując fakt, że nie wolno mi się przemęczać. Poszłam lasu, nie wolno mi się oddalać ani nigdzie samej chodzić ale chciałam się przejść. Siedziałam na wysokim drzewie i patrzyłam przed siebie.
Tęsknię za Scottem...
Za dawną zdrową sobą...
-Tu nie jestem już chora. - patrzyłam w górę. Pogoda była cudowna. - Mogę tu zostać, zamieszkać, zbudować domki z drewna, uprawiać warzywa... żyć od tej całej chorej zatrutej cywilizacji... gdyby był tu ze mną Scott... mógłby ze mną tu zostać... na tym drzewie...
Dzwonił mój telefon ale nie odbierałam. Zignorowalam wszystko wylaczylam telefon i siedziałam na tej gałęzi i marzyłam... chciałam, żeby Scott wrócił...
wtorek, 29 września 2015
Od Zuzi
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz