poniedziałek, 28 września 2015

Od Zuzi

  Siedziałam w kuchni patrząc na siebie w odbiciu ekranu swojego telefonu który dostałam od taty. Tamten stary wyrzuciłam. Tata wszedł do kuchni kierując się do lodówki. Uśmiechnął się do mnie i wziął kubek kawy a potem przysiadł się do mnie.
-Byłem u taty Scotta...
-Kto to Scott? - spytałam mrużąc oczy.
-Jak to... Zuzia, to nie jest śmieszne. - zaśmiał się i tknął mnie w ramię.
  Ja jednak byłam poważna. Patrzyłam się pytająco na ojca czekając na wyjaśnienie.
-Nie żartuję, w ogóle... o co chodzi? Jaki Scott?
-Susa... nie pamiętasz...? Nic...? Mieszka tuż obok...
  Wzruszyłam ramionami.
-Nie wiem kto to.
-Wpadnie twój starzy brat... ale wcześniej jedziemy do lekarza.
-Mówiłam, że nie chcę wizyt u lekarzy ani leków.
-Ale to nie jest normalne, że zapominasz kim jest.
-To mój gwałciciel?
-Słucham?!
-Ach... tato...
-Dobra... Sus... nie ważne... nie ciągnijmy tego. Poznasz go, podobno wraca dziś po południu.
-Mam to gdzieś. - westchnęłam.
-Jesteś inna...
-Może właśnie zdałam sobie sprawę że mam niewiele czasu i może lepiej przygotować na to wszystkich? Mam nadzieję, że nikomu nic nie rozgadałeś o mojej chorobie.
-Nikomu. Przysięgam... ale...
-W dupie mam twoje ale. Idę do pokoju.
  Ruszyłam przed siebie po schodach i wzięłam karton. Pozrywałam ze ścian wszystkie zdjęcia, wrzuciłam do pudełka wszystko co było przeszłością.
  Do pokoju wszedł tata.
-Co robisz?
-Sprzątam śmieci.
-Śmieci? Jeśli tego nie chcesz, ja to wezmę.
  Wzięłam do ręki zdjęcie z Hiszpani sprzed dwóch lat.
-Miałam wtedy piętnaście lat. Wtedy pierwszy raz gwizdnął na mnie chłopak. Zrobiłeś zdjęcie na pamiątkę pierwszego gwizdu.
-Pamiętam. - uśmiechnął się głupkowato.
  Kretyn a nie ojciec.
-Wyrzucam to co chcę.
  Wzięłam swoje sukienki i spojrzałam przez okno gdy poczułam dziwny zapach. Wzięłam kartony i poszłam przed siebie.
-Gdzie idziesz?
-W sąsiednim ogrodzie jest ognisko.
-I co?
-Spalę to co mam spalić.
  Bez słowa przeszłam przez niewielkie ruiny starego, ogrodowego muru Ternerów i podeszłam do beczki w której paliły się gałęzie i jakieś rzeczy. Wrzucałam tam po kolei swoje zdjęcia i inne rzeczy. Na końcu miały pójść te piekielne sukienki których nigdy nie chciałam zakładać.
-Kto tam?! - wyszedł z garażu jakiś wysoki chłopak.
  Zamurowało go.
-Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że używam twojego ognia do spalenia tych śmieci. - westchnęłam i wrzucałam kolejne zdjęcia.
-Zuza...?
  Spojrzałam po raz kolejny na chłopaka.
-Skąd znasz moje imię?
-Nie pamiętasz mnie...? Nie rób sobie jaj... Jestem Scott... Zuza... martwiłem się...
  Przytulił mnie nagle a ja byłam totalnie zaskoczona.
-Hej,hej! Nie wiem nawet kim jesteś!
-Straciłaś pami... Christian... cholerny...
-Co? Straciłam...?
-Da się ją przywrócić...
-Nie wiem o co ci chodzi, jesteś dziwny. - uśmiechnęłam się słabo.
-Co ci się stało?
-Zadajesz baaardzo dużo pytań. - parsknęłam.
-Przypomnij sobie mnie... proszę... - spojrzał mi w oczy i dotknął mojej dłoni.
  Zemdlałam momentalnie.

  Otworzyłam oczy. Przede mną zobaczyłam... Scotta...
-Żyjesz...? - spytał Scott a ja rzuciłam się na niego.
-Jesteś... - szepnęłam.
-Co się dzieje? Czemu ścięłaś włosy?
  Przypomniało mi się...
  Chemioterapia... ta magiczna błyskawiczna chemioterapia dla tych chorujących ciężko dzieci. Ta tajemnicza formuła... czyli... jest ze mną źle..?
  Milcz i ani słowa więcej, Zuzanno! - pomyślałam.
-A tak jakoś... - szepnęłam. -A co? Wyglądam jak jakiś paź? - zaśmiałam się nerwowo.
-Kłamiesz...
-Nie. - wstałam, a raczej pomógł mi wstać.
-Co się działo z Tobą?
-Porwali mnie... długa historia... a potem... pot... poteeem...em... - spanikowałam i zaczęłam drapać paznokciami skórę na rękach.
-Spokojnie, Zuzia... chodź. Opowiedz mi wszystko dopóki mnie pamiętasz...
-A nie pamiętałam...
-Nie.
-Jak to?
-Christian rzucił zaklęcie żebym się odsunął od ciebie.
-Jesteś wolny...?
-Powiedzmy.
  Usiadłam na krześle.
  Do domu weszła jego siostra.
-Kto to, Scott?
-To moja przyjaciółka, Zuzia.
-Hej. - uśmiechnęłam się do niej słabo.
-Czemu tak wygląda?
-Hah... to znaczy...?
-Taka blada i słaba?
-Właśnie, dlaczego?- poparł pytanie siostry.
-Ja pierwsza pytałam!!! - krzyknęła drocząc się z bratem. - Ale ty jesteś głupi... a ona ładna! To twoja dziewczyna!
-Zaraz cię złapię...! - dopadł ją i zaczął łaskotać.
  Uśmiechnęłam się i spojrzałam na nich.
  Jego siostra uciekła na górę wyzywając go, a gdy zamknęła się w swoim pokoju Scott usiadł naprzeciwko mnie i patrzył na mnie badawczo.
-Coś się zmieniło.
-Wiele rzeczy. - szepnęłam.
-Czemu masz siniaki na szyi? Czemu jesteś taka słaba, poobijana?
-Zgwałcono mnie w Berlinie gdy wyszłam z domu publicznego. Pracowałam tam, a raczej porwali mnie... Christian coś wiedział, a mnie wydał komuś z piekła by mnie wywieźli z dala od Ciebie żebyś myślał, że nie żyję.
-Tak myślałem...
  Niedługo tak będzie... - pomyślałam.
-Zgwałcono cię? Kto to był?
-Nie wiem... Scott...
-Tak...?
-Boję się... boję się wychodzić z domu... torturowali mnie w jakimś szpitalu czy jakiejś korporacji... Boję się... - zaczęłam płakać. - że znowu ktoś mnie zaczepi... i ... zacznie bić... rzucać mną jak... rzeczą... i...
  Scott wstał nagle i przeniósł mnie na fotel. Usiadł a mnie posadził na kolanach. Przytulił mnie mocno i pogładził po plecach delikatnie.
-Nigdy, ale to przenigdy cię nie opuszczę.
-Musisz...
-Co?
  Wstałam wycierając łzy.
-Musisz o mnie zapomnieć...
-Ale... Zuza...!
-Żegnaj...
-Czemu? Zuza!
-Nic mi nie przysięgałeś. Zapamiętaj tylko to. Znajdź sobie dziewczynę godną twojej uwagi. Żegnaj... Scott...
   Straciłam przytomność...

  Obudziłam się w łóżku. To był tylko sen... Nie straciłam pamięci... Cała rozmowa ze Scottem się nie odbyła... nie widziałam go jeszcze... nie wie, że tu jestem... chyba... Boże.. oszaleję...!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz