Christian był niebezpieczny i nieprzewidywalny. Teraz wszystko się okazało, teraz bałam się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie wiem czemu Christian nie mógł pozwolić mi być przy nim skoro umowa była taka a nie inna... Pogubiłam się w tym wszystkim... Co się stanie ze Scottem? Martwię się o niego... Był taki porywczy przed moim odejściem... ciekawe, czy o tym wie? Czy wie, gdzie jestem...? Może myśli, że jestem wolna? Może to i dobrze...
-Zamknąć mordy! - usłyszałam głos Leny.
Lena jest partnerką Louisa i Iwo. Ta grupka ma porwać i przewieźć młode dziewczyny do Niemiec lub Szwecji za grube pieniądze do klubów nocnych/domów publicznych. Ja jestem ofiarą, która została wydana przez Christiana w ręce tych właśnie ludzi.
Dziewczyn było siedem, każda z nas miała od osiemnastu do dwudziestu jeden lat,ja byłam najmłodsza. Za dwa dni kończyłam osiemnaście.
Ivy wstała z zimnej podłogi, ze swojego cienkiego koca na którym spała, krzyczała, prosząc o pomoc, a potem dostała w twarz od Iwo.
Teraz siedzieliśmy w jakiejś opuszczonej szopie na odludziu prawdopodobnie za San Francisco. Nie wiem co i jak, czy ktokolwiek próbuje mnie szukać. Odebrali nam telefony, oczywiście ja swój odebrałam ze skrzynki w której był cały zbiór komórek. Nic nie zauważyli. Własnie je wyrzucają do pobliskiego rowu, pewnie dlatego, żeby żaden z rodziców czy kogoś z bliskich osób dziewczyn nie poszedł na policje, wtedy pewnie znaleźli by nas po analizie w jakim miejscu się znajdujemy czy znajdowaliśmy ileś tam czasu temu.
Mój telefon miał jedną kreskę baterii, był starą nokią, którą dostałam tylko po to by komunikować się ze Scottem. Teraz wyłączyłam go by nikt mnie nie zdradził dzwoniąc do mnie.
Zbieraliśmy się, wpakowali nas do środka mini ciężarówki wiążąc ręce i nogi, taśmą zaś zakleili nam twarze. Dziewczyny przerażone piszczały, krzyczały i nie dawały się złamać, jednak piątka naszych porywaczy tylko się śmiała (zjawił się jeden starszy mężczyzna, około pięćdziesięciu lat i drugi około trzydziestki).
-No,no, czeka was świetlana przyszłość. - zaśmiała się Lena.
Katie, dziewiętnastoletnia, zgrabna swoją drogą dziewczyna wyglądała na słabą. Każda z nas była osłabiona, nie karmili nas prawie, a jesteśmy tu trzy dni. Zdążyłyśmy nauczyć się zasad by nie zostać pobitym czy co gorsza w sposób brutalny - ukaranym.
Na mnie skupiał się trzydziestoletni, przystojny i wysportowany kapitan całego tego chorego pomysłu - Iwo. Może i był przystojny, ale dla mnie zawsze będzie widniał obraz Scotta. To co, że podobał mi się od kiedy przeprowadziłam się obok niego. Ale co ja zrobię? Nigdy bym nie podeszła do faceta. Nikomu o tym nie mówiłam... nawet swojej przyjaciółce Cassidy. Właśnie... ciekawe, czy ona również się martwi...?
No i ruszyliśmy dalej.
Postój zaliczyliśmy po trzech godzinach jazdy. Każda dziewczyna dostała swój posiłek, chociaż trochę, a ja nic. Widocznie Iwo coś na mnie szykował, a ja bałam się coraz bardziej. Może chcą mnie zagłodzić...?
Na noc zatrzymaliśmy się w opuszczonej fabryce na jakimś polu. Wszystkie poszłyśmy się położyć spać, jak nam kazali porywacze. Spałyśmy na kocach i jakiś małych poduszkach. Nagle poczułam jak ktoś schodzi na dół po kamiennych schodach i zbliża się w moją stronę. Przestałam oddychać, wystraszona patrzyłam tylko przed siebie, czując za sobą czyjś oddech, słysząc kroki.
Ktoś przesunął ręką po moim udzie idąc w górę, zatrzymał się przy moich piersiach. Nagle zakrył mi usta, a ja zaczęłam krzyczeć, a raczej próbowałam. Szarpałam się, on mnie uderzył tak, że rozciął mi wargę. Cała była zakrwawiona. Potem uderzył mnie w okolice oka, można powiedzieć, że w brew. Pojawiły się siniaki i krew.
Ktoś zszedł na dół z latarką i ściągnął ze mnie, jak zauważyłam dopiero teraz - Iwa. Lena okrzyczała go, ale śmiała się ze mnie.
-Zgwałcisz ją później. - odeszła z Iwem na górę.
Musiałam jakoś się stąd wydostać... tylko... jak...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz