sobota, 3 października 2015

Od Zuzi

  Przyjaciółka usiadła obok mnie z uśmiechem i spojrzała się prosto w moje oczy. Była tak radosna, że sama nie wierzyłam, że to Cass. Od porwania była smutna, zła, bała się wychodzić... coś mi nie pasowało.
-Co taka szczęśliwa? - spytałam bez emocji.
-Widziałam się z twoim bratem! Jest nadal tak nieziemsko przystojny... uwielbiam z nim spędzać czas! Wiesz, że zaprosił mnie do kina? A! No i...
-On ma narzeczoną. - przerwałam jej.
-Jak to? - zająknęła się.
-Nie powiedział ci. - parsknęłam. - No tak,tak. Ma narzeczoną... jest wredną suką, ale ma klapki na oczach... a...
-Jak to nic mi nie powiedział... - westchnęła smutna i zaszokowana zaczęła nerwowo kopać nogami w piasku. - A...a...a-ale... kino! Zaprosił... mnie...!
-Może po prostu z grzeczności?
-Jesteś okropna!
-Bo widzę prawdę i jestem szczera?
-Co z Tobą?! - krzyczała na mnie a ja ignorowałam to.
-Nic. Po prostu staram się mówić prawdę.
-Ale nie musisz być szczera do bólu! Możesz mnie wspierać!
-Jak zakłamana ''prawdziwa'' przyjaciółeczka która mówi same superlatywy? Śmieszne. Chcesz takiej zakłamanej przyjaciółki?
  Machnęła ręką i wstała. Ruszyła przed siebie.
  Ja siedziałam na ławce. Poczułam zimny podmuch, taki sam jaki czułam od jakiegoś czasu. Coś mnie tknęło, ale nie w jakiś specjalny sposób. Po prostu przypomniałam sobie o Scott'cie.
  Przyjaciółka zatrzymała się, odwróciła na pięcie i spojrzała na mnie. Stała na końcu placu zabaw, wpatrywała się we mnie tak dłuższy czas mrużąc oczy, które drażniły promienie słoneczne.
-Zapomniałam okularów... - mruknęła odgarniając swoje brązowe włosy na bok.
  Uśmiechnęłam się lekko i zdjęłam z głowy swoje okulary przeciwsłoneczne. Podeszłam do Cass i podałam jej moje.
-Wampir. - uśmiechnęłam się a ona wzięła ode mnie okulary.
-Powiedz mi, co się z Tobą dzieje? Milczałaś od kiedy wróciłaś do miasta...
-Nic. Po prostu czułam potrzebę samotności i tyle.
  Poszłyśmy do mnie, jednak nie przewidziałam sytuacji, że mój dwudziestoletni brat będzie obściskiwał się z dziewczyną o trzy lata starszą, czyli swoją cholerną narzeczoną na kanapie. Zła nachyliłam się nad nimi i zaczęłam obleśnie mlaskać, wprawiając ohydne  gołąbki w obrzydzenie. Oderwali się od siebie a moja przyjaciółka Cass tylko spojrzała na mojego brata ze łzami w oczach.
  Nieszczęśliwie zakochana... współczułam jej.
-Cassidy! - zawołał mój brat i zostawił mnie ze swoja narzeczoną.
  Pobiegł do kuchni za przyjaciółką a ja usiadłam obok znienawidzonej wiedźmy ze złośliwym uśmiechem.
-Wiem, że mnie nienawidzisz... - zaczęła.
  Znów poczułam ten sam zimny powiew wiatru. A potem jakbym przypomniała sobie Scotta. Zignorowałam to. Przywykłam do myśli, że nie wróci. A to dobrze - i tak nie zmieniłby mojej decyzji o zaprzestaniu leczenia. Umrę, a moja choroba zostanie tajemnicą.
-Nie to, że nienawidzę... - zaśmiałam się. - Widzisz... ja ciebie szanuję, ale nie akceptuje. Szanować szanuję tylko ze względu na mojego brata, ale smutno mi, bo zakochał się w dziewczynie która powinna zasiewać pole, pasać krowy, ewentualnie, po jej stroju sądząc, pracować w burdelu. Mój braciszek nigdy nie miał gustu, szczęścia do dziewczyn, ani za grosz inteligencji. A teraz przepraszam, ale moja przyjaciółka potrzebuje kopa w dupę, bo inaczej pobije mojego brata.
  Wstałam i poszłam do kuchni. Beatrice - właśnie ta pechowa narzeczona - została w salonie na kanapie z rozdziawioną gębą nie mogąc wydusić z siebie słowa. A ja - dumna z siebie - poszłam do kuchni zobaczyć czy mój brat ma jeszcze oczy, głowę, a także inne części ciała. Ale gdy weszłam oni stali patrząc sobie w oczy, nie mogąc oderwać od siebie wzroku. Cassidy gdy zobaczyła mnie kątem oka speszyła się i minęła mnie w przejściu. Wyszła bez słowa z domu, a ja spojrzałam na Alexa wyczekując odpowiedzi.
-No co? - spytał zakłopotany.
-Podoba ci się Cass?
-Jest... ładna... - kręcił, mącił, ale mu nie wychodziło. - Ale...
-Ale ty kręcisz. - zaśmiałam się.
-Ale kocham Beatrice.
-Ona w niczym nie dorówna Cassidy.
-Ale ja kocham Bea. I zamknij się. - wyszedł zły i poszedł do swojej ''ukochanej'' żmii.
  Ja poszłam do pokoju. Idąc po schodach straciłam grunt pod nogami i zemdlałam. Spadłam ze schodów, czułam ogromny ból, usłyszałam wołanie brata a potem ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz