piątek, 2 października 2015

Od Zuzi

  Poszłam do tego cholernego lekarza. Mama panicznie bała się wizyt u lekarzy i nigdy nie było jej ze mną na wizytach kontrolnych w sprawie mojej tajemniczej choroby. Poszłam więc sama z denerwującym ojcem.
  Traktował mnie jak kalekę. Wszyscy mnie tak traktowali. Wypisałam się ze szkoły, bo nie mam po co zajmować miejsce w collage'u. Szybko dostałam ten świstek papieru a potem pojechałam do lekarza.
  Pan Richard szybko mnie przyjął, obok lewego obojczyka podał mi znieczulenie. Po chwili poczułam tylko szczypanie. Zrobił mi niewielką dziurkę by mógł włożyć tam taką rurkę, która pobiera mi krew i sprawdza wiele rzeczy związane z płucem. Działa to w tym samym czasie, takie rzeczy są dla ludzi którzy są bardzo chorzy.
-Już dobrze. - poklepał mnie lekarz po moim ramieniu.
  Spojrzałam się na niego i uniosłam brwi.
-Chce mnie pan klepnąć w tyłek? - spytałam, a mój ojciec zdębiał i spojrzał się na mnie a potem na lekarza.
-Słucham? - wydusił z siebie dr. Richard. - Skąd!
-To niech pan do mnie nie mówi, jakbym była koniem. - powiedziałam i wstałam z łóżka uciskając wacik na otwór po ssaku.
  Wyszłam z gabinetu lekarza i skierowałam się z ojcem do wyjścia. Szpital był ogromny, był pełen ludzi i lekarzy. Ja jeździłam do szpitala dziecięcego, bo nie mogli przyjąć mnie inni lekarze skoro mam już swojego w szpitalu dziecięcym. Już wcześniej chorowałam na swoją chorobę, dlatego musze tu chodzić.
-Zuzia?! - usłyszałam głos mamy - Czekajcie na dole! Zaraz tam zejdę!
  Mama zeszła z górnego piętra do mnie i taty. Ojciec nie był zachwycony jej obecnością, to było widoczne gołym okiem.
-Przepraszam, że się spóźniłam... był ogromny korek...
-Mamo, wiem, że boisz się lekarzy i tylko kłamiesz.
-Zuziu... - uspokajał mnie tata.
-A ty co? Zamknijcie się. Nie potrzebuję was. Tylko mi przeszkadzacie. Dajcie mi spokój.
  Ruszyłam przed siebie i wyszłam ze szpitala. Spotkałam się z radosną Cassidy. Ciekawe, co ma mi do powiedzenia...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz