Nigdy nie zastanawiałem się jak to będzie gdy... No cóż. Może jednak trzeba było się zastanowić nad tym choć przez chwile? Jakoś to przemyśleć.. może wtedy bym wiedział co robić...
Szedłem wraz z Derekiem i jego kumplami ciemnym korytarzem podziemi. To tej nocy mieliśmy zrealizować nasz wielki plan. Tej nocy miało się wszystko udać.
Nie wiedziałem że tak silnie będę odczuwał miejsce położenia mojego ciała. Prowadziłem moich towarzyszy lecz oni mnie nie widzieli. Jak więc wiedzieli gdzie ide? Gdzie jestem? To było trochę skomplikowane. Wiedzieli to dzięki niewielkiemu urządzeniu. Wyczuwało moją obecność.
Na razie nie napotkaliśmy żadnych demonów i to było podejrzane. Było tu zdecydowanie za spokojnie. Czułem że moi towarzysze się z tego powodu martwią. Obawiają się zasadzki. Moja "duchowa intuicja" podpowiadała mi coś jednak tego nie rozumiałem.
Skręciliśmy w prawo. Już było blisko. Nagle zaatakowało nas trzy demony. Mi nic nie robiły bo wiedzieli że i tak mnie nie unieszkodliwią a naparli na moich towarzyszy. Derek walczył zawzięcie tak jak jego koledzy. W pewnym momencie Derek kiedy zabił jednego z demonów podbiegł w moja stronę i powiedział.
Nie wiedziałem że tak silnie będę odczuwał miejsce położenia mojego ciała. Prowadziłem moich towarzyszy lecz oni mnie nie widzieli. Jak więc wiedzieli gdzie ide? Gdzie jestem? To było trochę skomplikowane. Wiedzieli to dzięki niewielkiemu urządzeniu. Wyczuwało moją obecność.
Na razie nie napotkaliśmy żadnych demonów i to było podejrzane. Było tu zdecydowanie za spokojnie. Czułem że moi towarzysze się z tego powodu martwią. Obawiają się zasadzki. Moja "duchowa intuicja" podpowiadała mi coś jednak tego nie rozumiałem.
Skręciliśmy w prawo. Już było blisko. Nagle zaatakowało nas trzy demony. Mi nic nie robiły bo wiedzieli że i tak mnie nie unieszkodliwią a naparli na moich towarzyszy. Derek walczył zawzięcie tak jak jego koledzy. W pewnym momencie Derek kiedy zabił jednego z demonów podbiegł w moja stronę i powiedział.
-Idziemy Scott!!!
Wiedziałem o co mu chodzi. Nie mogliśmy zwlekać. Nie mieliśmy czasu na to. Jego towarzysze zajmą sie demonami a potem do nas dołączą.
Biegliśmy korytarzem. Parę razy skręcaliśmy aż wreszcie dobiegliśmy do właściwych drzwi.
Zatrzymałem się. Derek od razu zorientował sie że to to miejsce. Otworzył ciężkie drzwi i weszliśmy do środka. Ja pierwszy. Na pierwszy rzut oka okazało się puste. Tylko na środku pokoju stał metalowy stół na którym leżało moje ciało a obok niego półka i telewizor który pokazywał jak bije moje serce. Po chwili jednak zobaczyliśmy demona. Podszedł do mojego ciała.
-Czekałem dość długo. Nie spieszyliście się.-odparł.
-Lepiej sie poddaj.-powiedział Derek.
-Jesteś niczym.-odparł demon do niego-Tak jak teraz Scott.
Podszedłem parę kroków bliżej do niego.
-To nic ci nie da.-powiedział demon.-To wszystko na nic.
-Przegrałeś.-odparłem.
Tylko demon mnie słyszał.
-Ja przegrałem? Nie.
Zamachnął się i wbił jakiś dziwny sztylet prosto w moje serce. W moje ciało. Derek rzucił się na niego jednak to było na nic.
Poczułem mocne i bolesne ukucie w sercu. Opadłem na kolana... (jako duch). Ciężko oddychałem. A po chwili przestałem. Podniosłem głowę i zobaczyłem ekran telewizora.

Derek ze złością i rozpaczą w głosie przebił demona. Kiedy martwe ciało które okupował demon leżało już martwe w kałuży krwi Derek podszedł do mojego ciała.
-Przepraszam Scott.. nie dałem rady.. zawiodłem Cię.. po raz kolejny.
Wstałem z kolan i podszedłem do niego. Położyłem mu rękę na ramieniu.
-To nie twoja wina.
-To moja wina.
Oboje byliśmy zaskoczeni. Spojrzał na mnie.
-Scott? Widzę Cię?
-Nie długo.-powiedziałem tak.. nie wiem czemu.. tak czułem po prostu.
Przytulił mnie.
-Wybacz.
-To ty mi wybacz.
-Czy jest coś co mógłbym jeszcze dla ciebie zrobić? Tym razem nie zawiodę.
-Pochowaj mnie.. nie chcę by Zuzanna wiedziała o mojej śmierci. To ja załamie. Jednak przekaż jej że po prostu nie mogę teraz przy niej być i żeby mi obiecała że będzie sie leczyć. Przypilnuj tego. Chcę by była szczęśliwa.. najlepiej.. wymaż jej mnie z pamięci. Nie chcę by cierpiała. Chcę by była szczęśliwa i zdrowa.
-Dobrze..-miał łzy w oczach..
Po chwili chyba już mnie nie widział bo zamknął oczy i westchnął a po policzkach spłynęły mu łzy.
Stanąłem obok. A więc gdzie jest to białe światło? Czy pójdę teraz do nieba czy do piekła? A może nigdzie?
Nic sie nie stało.. stałem tak.. więc będę wiecznie tułał sie jako duch? A może mam jeszcze coś niezałatwione? Oby Zuzanna żyła..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz